• ogloszenia

    Ogłoszenia

    Tutaj możesz przeczytać ogłoszenia parafialne na najblizszy tydzień.


    czytaj

  • spacer

    SPACER

    Serdecznie zapraszamy do zwiedzania wirtualnego naszego kościoła.


    wejdz

     

  • galeria

    Galeria

    Zapraszamy do oglądnięcia zdjęć z różnych wydarzeń naszej parafii.


    zobacz

Papież Franciszek: bez Kościoła nie możemy być zbawieni

   Na konieczność Kościoła do zbawienia zwrócił uwagę Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Franciszek kontynuując cykl katechez o Kościele mówił o znaczeniu przynależności do ludu Bożego. "Nie można kochać Boga, nie kochając naszych braci; nie można być w komunii z Bogiem, nie będąc w komunii z Kościołem i nie możemy być dobrymi chrześcijanami, jak tylko razem z tymi wszystkimi, którzy starają się naśladować Pana Jezusa, jako jeden lud, jedno ciało" - podkreślił papież. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 33 tys. wiernych. Wielu z nich przybyło ze swymi arcybiskupami, którzy w najbliższą niedzielę otrzymają z rą papieża paliusze. Była to ostatnia audiencja ogólna przed wakacyjną przerwą. Kolejna planowana jest 6 sierpnia.
   Przed udaniem się na plac św. Piotra Franciszek spotkał się z chorymi w auli Pawła VI. Zgromadzili się tam oni z uwagi na na upał i niebezpieczeństwo deszczu. Papież udzielił im błogosławieństwa i prosił, by nie zapominali o nim w modlitwie.
Ojciec Święty podkreślił w katechezie, że Bóg nie powołuje do wspólnoty ze sobą jedynie każdego z osobna, ale Jego relacja ma swoją historię, jest wobec nas uprzednia. Dlatego winniśmy wdzięczność tym, którzy przed nami żyli wiarą i nam ją przekazali. "Kościół jest wielką rodziną, w której jesteśmy przyjmowani i uczymy się żyć jako wierzący i jako uczniowie Pana Jezusa" - zaznaczył Franciszek. Jednocześnie przestrzegł przed pokusą odrzucenia Kościoła, bez którego nie można mieć bliskiej relacji z Chrystusem i bez którego nie możemy być zbawieni. "Pan powierzył swe orędzie zbawienia ludziom, świadkom; to w naszych braciach i siostrach z ich darami i ograniczeniami wychodzi nam na spotkanie i pozwala się rozpoznać" - stwierdził Ojciec Święty. "Nie można kochać Boga, nie kochając naszych braci; nie można być w komunii z Bogiem, nie będąc w komunii z Kościołem i nie możemy być dobrymi chrześcijanami, jak tylko razem z tymi wszystkimi, którzy starają się naśladować Pana Jezusa, jako jeden lud, jedno ciało - a jest nim Kościół" - zakończył swoją katechezę papież.

[Internetowy Dziennik Katolicki, 25.06.2014]


Katecheza Ojca Świętego

Drodzy bracia i siostry! Dzień dobry!

W pierwszej katechezie o Kościele, w minioną środę wyszliśmy od inicjatywy Boga, pragnącego kształtować lud, który niósłby Jego błogosławieństwo wszystkim narodom ziemi. Bóg rozpoczyna od Abrahama, a następnie z wielką cierpliwością - Bóg jest tak bardzo cierpliwy - przygotowuje ten lud w Starym Przymierzu, aż w Jezusie Chrystusie ustanawia go jako znak i narzędzie zjednoczenia ludzi z Bogiem i ze sobą nawzajem (por. Sobór Watykański II, Lumen gentium, 1). Dziś chcemy zastanowić się nad znaczeniem, jakie dla chrześcijanina ma przynależność do tego ludu, o przynależności do Kościoła.

1. Nie jesteśmy od siebie odizolowani i nie jesteśmy chrześcijanami jako jednostki, każdy z osobna: naszą tożsamością chrześcijańską jest przynależność! Jesteśmy chrześcijanami, ponieważ należymy do Kościoła. To jak nazwisko: jeśli imię brzmi „jestem chrześcijaninem”, to nazwisko - „należę do Kościoła”. Jakże to pięknie, gdy dostrzegamy, że przynależność ta wyraża się także w imieniu, jakie Bóg przypisuje sobie samemu. Odpowiadając Mojżeszowi we wspaniałym wydarzeniu „płonącego krzewu” (por. Wj 3,15), określa siebie jako Bóg ojców - nie przedstawia się jako Wszechmogący - ale jako Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba. W ten sposób objawia się jako Bóg, który zawarł przymierze z ojcami i pozostaje zawsze wierny swemu przymierzu, wzywając nas do wejścia w tę relację, uprzednią wobec nas.

2. Dlatego też nasza myśl biegnie z wdzięcznością przede wszystkim ku tym, którzy nas poprzedzili i przyjęli w Kościele. Nikt sam nie staje się chrześcijaninem! Czy to jest jasne? Nikt sam nie staje się chrześcijaninem! Chrześcijan nie wytwarza się w laboratorium. Chrześcijanin należy do ludu, który przybywa z daleka. Chrześcijanin należy do ludu, który nazywa się Kościołem. Ten Kościół czyni go chrześcijaninem w dniu Chrztu św. a następnie w trakcie katechezy i wielu innych działań. Ale nikt, żadna osoba nie staje się chrześcijaninem sama z siebie. Jeśli wierzymy, jeśli umiemy się modlić, jeśli znamy Pana i możemy słuchać Jego Słowa, jeśli czujemy, że jest On blisko nas i rozpoznajemy Go w braciach, to dlatego, że inni przed nami żyli wiarą, a następnie ją przekazali. Wiarę otrzymaliśmy, od naszych ojców, od naszych przodków a oni jej nas nauczyli. Jeśli dobrze się zastanowimy, któż wie, ile w tej chwili drogich twarzy przychodzi nam na myśl: może to być oblicze naszych rodziców, którzy w naszym imieniu prosili o chrzest; naszych dziadków lub któregoś z krewnych, którzy nauczyli nas czynienia znaku krzyża i odmawiania pierwszych modlitw. Zawsze pamiętam twarz zakonnicy, która nauczyła mnie katechizmu. Z pewnością jest w niebie, bo była świętą kobietą, ale zawsze o niej pamiętam i dziękuję Bogu za tę siostrę. Może to też być twarz proboszcza, czy innego kapłana lub zakonnicy, katechety, którzy przekazali nam treści wiary i pomogli nam wzrastać jako chrześcijanie... Otóż, taki jest Kościół, jest wielką rodziną, w której jesteśmy przyjmowani i uczymy się żyć jako wierzący i jako uczniowie Pana Jezusa.

3. Tę drogę możemy przebywać nie tylko dzięki innym osobom, ale także wraz z innymi osobami. W Kościele nie ma „zrób to sam”, nie ma „osób nie zrzeszonych”. Ileż razy papież Benedykt XVI określił Kościół jako kościelne „my”! Czasami można usłyszeć, jak ktoś mówi: „Wierzę w Boga, wierzą w Jezusa, ale Kościół mnie nie obchodzi...”. Ileż razy to słyszymy, to nieprawda. Są ludzie, którzy twierdzą, że mogą mieć osobistą, bezpośrednią, bliską relację z Jezusem Chrystusem poza komunią i pośrednictwem Kościoła. Są to pokusy niebezpieczne i szkodliwe, jak mawiał wielki Paweł VI - dychotomie absurdalne. To prawda, że wspólne podążanie jest trudne, a czasami może okazać się męczące: może się zdarzyć, że jakiś brat lub siostra stwarza nam problem, albo nas gorszy... Ale Pan powierzył swe orędzie zbawienia ludziom, świadkom; to w naszych braciach i siostrach z ich darami i ograniczeniami wychodzi nam na spotkanie i pozwala się rozpoznać. Oznacza to przynależność do Kościoła. Zapamiętajcie dobrze: być chrześcijaninem to należeć do Kościoła. Imię brzmi chrześcijanin, a nazwisko - „należę do Kościoła”.

Drodzy przyjaciele, prośmy Pana, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła o łaskę, byśmy nigdy nie popadli w pokusę myślenia, że możemy obyć się bez innych, bez Kościoła, że możemy się zbawić o własnych siłach, być chrześcijanami z laboratorium. Wręcz przeciwnie, nie można kochać Boga, nie kochając naszych braci, nie można kochać Boga poza Kościołem; nie można być w komunii z Bogiem, nie będąc w komunii z Kościołem i nie możemy być dobrymi chrześcijanami, jak tylko razem z tymi wszystkimi, którzy starają się naśladować Pana Jezusa, jako jeden lud, jedno ciało, a jest nim Kościół. Dziękuję.

tlum,. st (KAI)

[http://nowy.ekai.pl/media/szuflada/katecheza_Ojca_witego______________________________________.htm, 2.07.2014]

Papież: nie można sprowadzać wiary do moralizmu

   Przed sprowadzaniem wiary do moralizmu i kazuistyki oraz wykorzystywaniem jej do celów politycznych przestrzegł Franciszek podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Wskazał, że lud szedł za Jezusem, ponieważ rozpoznawał w Nim Dobrego Pasterza, rozpalającego serce człowieka.
   Ojciec Święty postawił pytanie: dlaczego tak wielu ludzi poszło za Jezusem?. Wyjaśnienie znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii (Mt 7,21-29) - "tłumy zdumiewały się Jego nauką", ich serca odnajdywały w niej to, co dobre, wspaniałe. Natomiast inni mówili, ale ich słowa nie docierały do serc. Papież wymienił cztery grupy, które zabierały głos w czasach Pana Jezusa. Pierwszą z nich byli faryzeusze, czyniący z religii kazuistykę, z dziesięciorga przykazań ponad trzysta przepisów, narzucając to brzemię na ramiona ludzi. "Było to sprowadzenie wiary w Boga Żywego do kazuistyki" - zaznaczył Franciszek. Kolejną grupą byli saduceusze, którzy utracili wiarę i paktowali ze sprawującymi władzę polityczną czy też ekonomiczną. Trzecią z kolei - rewolucjoniści, zeloci, pragnący wyzwolić naród Izraela z niewoli rzymskiej. Papież zauważył, że ludzie mają jednak zdrowy rozsądek i potrafią odróżnić kiedy owoc jest dojrzały, a kiedy nie. Czwartą grupą byli natomiast Esseńczycy - ludzie dobrzy, mnisi, poświęcający czas Bogu. Byli oni jednak daleko od ludzi, którzy nie mogli ich naśladować. Żaden z tych głosów nie mógł rozpalić ludzkich serc. Natomiast Jezus potrafił to uczynić, był bowiem blisko ludu, leczył zranione serca, rozumiał trudności w jakich żyli ludzie. Jezus nie wstydził się rozmawiać z grzesznikami. Z radością szedł wraz ze swym ludem, gdyż był Dobrym Pasterzem, owce słuchały Jego głosu i szły za Nim.
   "Nie był On faryzeuszem, moralistycznym kazuistą, ani też saduceuszem ubijającym interesy polityczne z możnymi, ani wojownikiem dążącym do wyzwolenia politycznego swego narodu ani też mnichem kontemplacyjnym. Był pasterzem! Pasterzem, który mówił językiem swojego ludu, był zrozumiały, mówił prawdę, to, co Boże: nigdy nie handlował sprawami Bożymi! Wyrażał je jednak w taki sposób, że lud miłował sprawy Boże. Dlatego szedł za Nim" - powiedział Franciszek. Papież zaznaczył, że Jezus nigdy nie oddalał się od ludu, ani też od swego Ojca, był z Nim jedno i dzięki temu był też bliski swego ludu. Cieszył się autorytetem i dlatego lud szedł za Nim. Ojciec Święty zachęcił, by kontemplując Jezusa, Dobrego Pasterza zastanowić się, za kim pragniemy iść. "Czy za tymi, którzy mówią mi o sprawach abstrakcyjnych czy kazusach moralnych, za tymi, którzy deklarują się jako członkowie ludu Bożego, ale nie wierzą i pertraktują o wszystkim z władzami politycznymi czy gospodarczymi; tymi, którzy zawsze chcą robić dziwne rzeczy, destrukcyjne, prowadzić tak zwane wojny wyzwoleńcze, które w końcu nie są jednak drogami Pana, czy też za dalekim od rzeczywistości kontemplatykiem? Za kim chcę iść?" - pytał papież. "Niech to pytanie doprowadzi nas do modlitwy i proszenia Boga, Ojca, aby nas doprowadził blisko Jezusa, aby iść za Jezusem, byśmy byli zdumionymi tym, co mówi nam Jezus" - zakończył swoją homilię Franciszek.
st (KAI/RV) / Watykan

[Internetowy Dziennik Katolicki, 26.06.2014]

5.06.2014. Papież: dar pobożności czyni z nas świadków Boga

   Dar pobożności, pozwalający nam być autentycznymi świadkami Boga i Jego miłości był wczoraj tematem papieskiej katechezy podczas audiencji ogólnej. Słów Ojca Świętego wysłuchało dziś około 50 tys. wiernych.
   Franciszek zauważył na wstępie, że dar pobożności jest dziś często źle rozumiany lub traktowany powierzchownie. Dotyka on jednak istoty naszej tożsamości i naszego życia chrześcijańskiego. Wskazuje on na naszą przynależność do Boga i naszą głęboką więź z Nim. Więź ta nadaje sens całemu naszemu życiu, zachowuje nas niezłomnymi, w jedności z Nim, nawet w chwilach najbardziej trudnych i niespokojnych.
   Papież zaznaczył, że nie jest ona jakimś przymusem, lecz naszą przyjaźnią z Bogiem, zmieniającą nasze życie i napełniając nas entuzjazmem i radością. Jest synonimem autentycznego ducha religijnego, synowskiej zażyłości z Bogiem, zdolności modlenia się do Niego z miłością i prostotą, właściwą osobom pokornego serca. Ojciec Święty wskazał ponadto, że dar pobożności pozwala nam także uznawać innych ludzi za braci, radować się z tymi, którzy się weselą i płakać z tymi, którzy płaczą. Zachęcił, do modlitwy i proszenia Pana Boga o ten dar, byśmy mogli być radosnymi świadkami Boga i Jego miłości.


[Internetowy Dziennik Katolicki, 4.06.2014]

Katecheza Ojca Świętego Franciszka

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry,

Dziś chcemy zastanowić się nad takim darem Ducha Świętego, który często jest źle rozumiany lub traktowany powierzchownie, ale dotyka istoty naszej tożsamości i naszego życia chrześcijańskiego: chodzi o dar pobożności.

Trzeba natychmiast wyjaśnić, że dar ten nie utożsamia się ze współczuciem dla kogoś, litością dla bliźniego, ale wskazuje na naszą przynależność do Boga i naszą głęboką więź z Nim, więź, która nadaje sens całemu naszemu życiu, zachowuje nas niezłomnymi, w jedności z Nim, nawet w chwilach najbardziej trudnych i niespokojnych.

1. Tej więzi z Bogiem nie należy rozumieć jako obowiązku czy czegoś narzuconego: jest to więź wypływająca z naszej głębi. Chodzi natomiast o relację przeżywaną sercem: jest to nasza przyjaźń z Bogiem, dana nam przez Jezusa, przyjaźń, która zmienia nasze życie i napełnia nas entuzjazmem i radością. Z tego powodu dar pobożności budzi w nas przede wszystkim wdzięczność i uwielbienie. To właśnie jest najbardziej autentycznym motywem i sensem naszej czci i adoracji. Kiedy Duch Święty sprawia, że dostrzegamy obecność Pana i całą Jego miłość względem nas, to rozpala nasze serce i pobudza nas niemal naturalnie do modlitwy i celebrowania. Tak więc pobożność jest synonimem autentycznego ducha religijnego, synowskiej zażyłości z Bogiem, zdolności modlenia się do Niego z miłością i prostotą, właściwą osobom pokornego serca.

2. Ów dar pobożności pozwala nam nie tylko wzrastać w relacji i komunii z Bogiem oraz prowadzi nas, by żyć jako Jego dzieci, ale także pomaga nam przelewać tę miłość na innych i uznać ich za braci. Tak więc wówczas będziemy rzeczywiście poruszeni uczuciami współczucia – ale nie bigoterii – wobec tych, którzy są obok nas i których spotykamy na co dzień. Dlaczego mówię o bigoterii - bo niektórzy sądzą, że litość oznacza zamykanie oczu, robienie miny jak na obrazku, udawanie świętego - to nie jest dar pobożności. Będziemy naprawdę zdolni, by radować się z tymi, którzy się weselą i płakać z tymi, którzy płaczą, aby być blisko tych, którzy są samotni lub udręczeni, aby poprawić tych, którzy są w błędzie, aby pocieszyć tych, którzy są uciskani, aby przyjąć i pomóc potrzebującym. Istnieje bardzo ścisła relacja między darem pobożności a łagodnością. Dany nam przez Ducha Świętego dar pobożności czyni nas łagodnymi, spokojnymi, cierpliwymi, w pokoju z Bogiem, służących łagodnie innym.

Drodzy przyjaciele, w Liście do Rzymian Apostoł Paweł mówi: „Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» (Rz 8,14-15). Prośmy Pana, aby dar Jego Ducha mógł przezwyciężyć nasz strach i nasze niepewności i uczynić nas radosnymi świadkami Boga i Jego miłości, abyśmy oddawali cześć Bogu w prawdzie, służąc również bliźnim, z łagodnością i uśmiechem. Duch Święty zawsze bowiem obdarza nas w radości. Niech Duch Święty obdarza nas tym darem pobożności. Dziękuję.

tłum. st (KAI)

[http://nowy.ekai.pl/media/szuflada/katecheza_Ojca_witego_Franciszka_________________.htm, 5.06.2014]

Droga Krzyżowa w Koloseum - rozważania abp. Bregantiniego

Kościół nie ma granic i jest prawdziwą matką dla wszystkich - zapewnił abp Giancarlo Bregantini w rozważaniach, jakie napisał na wczorajszą Drogę Krzyżową pod przewodnictwem papieża Franciszka w rzymskim Koloseum. Metropolita Campobasso-Boiano od lat znany jest ze swej walki z włoską mafią. Przekonuje, że „krzyż stanie się lżejszy, gdy będzie niesiony z Jezusem i podtrzymywany przez wszystkich razem”.
W swoich rozważaniach abp Bregantini poruszył szereg społecznych bolączek i dramatów, takich jak bezrobocie, cierpienia terminalnie chorych, sytuacja więźniów, uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Napisał o „bólu tych, którzy nie doświadczają opieki ani ciepła współczucia” i „umierają w samotności”, a także ofiarach „niesłusznie krytych” nadużyć. Wspomniał o matkach wylewających łzy z powodu swych dzieci „skazywanych na śmierć, mordowanych czy idących na wojnę, zwłaszcza gdy są to dzieci-żołnierze”, umierających „na nowotwory spowodowane wyziewami ze spalania toksycznych odpadów”, o matkach drżących z powodu młodych „trawionych przez narkotyki i alkohol, szczególnie w sobotnie wieczory”. Abp Bregantini zauważa, że dźwigany przez Jezusa krzyż „to także ciężar wszystkich niesprawiedliwości, które spowodowały kryzys gospodarczy z jego poważnymi skutkami społecznymi: tymczasowością, bezrobociem, zwolnieniami, z pieniądzem, który rządzi zamiast służyć, ze spekulacjami finansowymi, samobójstwami wśród przedsiębiorców, korupcją i lichwą, z wynoszeniem się produkcji z kraju. To jest ciężki krzyż świata pracy, niesprawiedliwość wrzucona na barki pracowników. Jezus ją bierze na siebie i uczy nas, by nie żyć już w niesprawiedliwości, lecz w zdolności, dzięki Jego wsparciu, do tworzenia pomostów solidarności i nadziei, by nie być błąkającymi się czy zagubionymi owcami w tym kryzysie”. Tradycyjnym stacjom Drogi Krzyżowej hierarcha nadał nowe tytuły. Np. „Jezus ma śmierć skazany” to „Oskarżycielski palec”, „Jezus bierze krzyż na swoje ramiona” to „Ciężkie jarzmo kryzysu”, „Jezus pada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża” to „Kruchość, która otwiera nas na gościnność” itd.
Zgodnie z wieloletnim już zwyczajem krzyż do poszczególnych stacji nieśli przedstawiciele różnych środowisk i grup społecznych. Do pierwszej i ostatniej stacji niósł go papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej kard. Agostino Vallini, a między nimi byli to reprezentanci świata pracy, cudzoziemców-imigrantów, bezdomnych, rodzin, więźniów, kobiet, chorych i niepełnosprawnych, dzieci, osób starszym wieku, franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej i siostry zakonne. Tegoroczna Droga Krzyżowa w Koloseum odbywała się w 50. rocznicę wznowienia tej praktyki przez Pawła VI w 1964 r. Po raz pierwszy ta forma pobożności miała miejsce w 1750, po czym była praktykowana do 1870, czyli do zdobycia Rzymu przez wojska Garibaldiego i upadku Państwa Kościelnego. Przywrócił ten zwyczaj, jak wspomniano, Paweł VI, a pierwsze nabożeństwo odbyło się 27 marca 1964. W 1977 po raz pierwszy transmitowała je i od razu w kolorze włoska Mondowizja (Mondovisione).
[Internetowy Dziennik Katolicki, 19.04.2014]

rozważania Drogi Krzyżowej

DROGA KRZYŻOWA W KOLOSEUM 2014

WPROWADZENIE

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Ojciec Święty: W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.

W.: Amen.

Lektor: „Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19, 35-37).

Kochany Jezu, wstąpiłeś na Golgotę bez wahania w wypełnianiu miłości i pozwoliłeś się ukrzyżować bez narzekania.

Pokorny Synu Maryi, obarczyłeś się naszą nocą, by ukazać nam, jak wiele światła zechciałeś wlać w serca. W Twoich boleściach jest nasze odkupienie, w Twoich łzach maluje się „Godzina” odsłonięcia darmowej Miłości Boga.

Siedmiokroć rozgrzeszywszy nas w Twych ostatnich westchnieniach Człowieka pomiędzy ludźmi, zanosisz nas na powrót do serca Ojca, by wskazać nam w Twych ostatnich słowach drogę odkupienia wszelkiej naszej boleści.

Ty, Wszechwcielony, wyniszczasz się na Krzyżu, ogarniany jedynie przez Tę, która jest Matką i wiernie „stała” pod tą szubienicą. Twoje pragnienie jest wiecznie otwartym źródłem nadziei, dłonią wyciągniętą także do skruszonego łotra, który dzisiaj, dzięki Tobie, słodki Jezu, wchodzi do raju.

Daj nam wszystkim, Panie Jezu Ukrzyżowany, Twoje niezmierzone Miłosierdzie, olejek z Betanii dla świata, kwilenie życia dla ludzkości. A gdy wreszcie powierzymy się dłoniom Twego Ojca, otwórz nam bramy Życia, które się nie kończy! Amen.

Stacja pierwsza

Jezus ma śmierć skazany

(oskarżycielski palec)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Łukasza (23, 20-25)

Piłat, chcąc uwolnić Jezusa, ponownie przemówił do nich. Lecz oni wołali: «Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!» Zapytał ich po raz trzeci: «Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię». Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę.

Przestraszony Piłat, co nie szuka prawdy, oskarżycielsko wymierzony palec i narastający krzyk rozwścieczonej tłuszczy to pierwsze kroki umierania Jezusa. Niewinny jak baranek, którego krew ratuje jego lud. Ten Jezus, który przeszedł wśród nas uzdrawiając i błogosławiąc, teraz zostaje skazany na najwyższy wymiar kary. Żadnego słowa wdzięczności ze strony ciżby, która natomiast wybiera Barabasza. Dla Piłata jest to kłopotliwy kazus. Przerzuca go na tłum, a sam umywa ręce, całkowicie przywiązany do swojej władzy. Wydaje Go na ukrzyżowanie! Nie chce nic więcej o Nim wiedzieć. Dla niego to już sprawa zamknięta!

Pośpieszne skazanie Jezusa zawiera w sobie i łatwe oskarżenia, i powierzchowne sądy ludzkie, insynuacje i uprzedzenia, które zamykają serce i stają się rasistowską, wykluczającą i usuwającą kulturą z jej anonimami i potwornymi oszczerstwami. Oskarżenia wybija się na pierwszej stronie; uniewinnienia trafiają na ostatnią!

A my? Czy potrafimy mieć prawe i odpowiedzialne sumienie, sumienie przejrzyste, które nigdy nie odwraca się plecami od niewinnego, lecz odważnie opowiada się w obronie słabych, opierając się niesprawiedliwości i broniąc wszędzie naruszanej prawdy?

MODLITWA

Panie Jezu, są dłonie, które podtrzymują, i takie, które podpisują niesprawiedliwe wyroki. Spraw, byśmy podtrzymywani Twoją łaską nie odrzucali nikogo. Broń nas przed oszczerstwem i kłamstwem. Pomóż nam, byśmy zawsze szukali prawdy i stali po stronie słabszych, zdolni towarzyszyć im w drodze. I daj Twoje światło tym, których misją jest sądzić w trybunale, aby wydawali zawsze wyroki sprawiedliwe i prawdziwe. Amen.

Wszyscy:

Pater noster, qui es in cælis: sanctificetur nomen tuum; adveniat regnum tuum; fiat voluntas tua, sicut in cælo, et in terra. Panem nostrum cotidianum da nobis hodie; et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris; et ne nos inducas in tentationem; sed libera nos a malo.

Stała Matka boleściwa Stabat mater dolorosa

Obok krzyża ledwo żywa Iuxta crucem lacrimosa

Gdy na krzyżu wisiał Syn Dum pendebat filius.

(sekwencja Jakuba z Todi z XIII w., muz. z XVII w.)

Stacja druga

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

(ciężkie jarzmo kryzysu)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Pierwszego Listu św. Piotra Apostoła (2, 24-25)

On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni. Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

Ciąży to drzewo krzyża, bo na nim Jezus niesie grzechy nas wszystkich. Chwieje się pod tym ciężarem, zbyt wielkim dla jednego człowieka (J 19, 17).

To także ciężar wszystkich niesprawiedliwości, które spowodowały kryzys gospodarczy z jego poważnymi skutkami społecznymi: tymczasowością, bezrobociem, zwolnieniami, z pieniądzem, który rządzi zamiast służyć, ze spekulacjami finansowymi, samobójstwami wśród przedsiębiorców, korupcją i lichwą, z wynoszeniem się produkcji z kraju.

To jest ciężki krzyż świata pracy, niesprawiedliwość wrzucona na barki pracowników. Jezus ją bierze na siebie i uczy nas, by nie żyć już w niesprawiedliwości, lecz w zdolności, dzięki Jego wsparciu, do tworzenia pomostów solidarności i nadziei, by nie być błąkającymi się czy zagubionymi owcami w tym kryzysie.

Powróćmy zatem do Chrystusa, Pasterza i Stróża dusz naszych. Walczmy razem i wzajemnością na rzecz pracy, przezwyciężając strach i wyobcowanie, odzyskując szacunek dla polityki i starając się wspólnie wyjść z kłopotów.

Wtedy krzyż stanie się lżejszy, gdy będzie niesiony z Jezusem i podtrzymywany przez wszystkich razem, bo przez Jego rany, stające się okienkami, zostaliśmy uzdrowieni (por. 1 P 2, 24).

MODLITWA

Panie Jezu, nasz mrok wciąż gęstnieje! Ubóstwo przemienia się w nędzę. Nie mamy chleba dla naszych dzieci, a nasze sieci są puste. Niepewna jest nasza przyszłość. Załatw pracę, której brakuje. Wzbudź w nas gorliwość na rzecz sprawiedliwości, aby życie, które wiedziemy, nie wlokło się, lecz było przeżywane z godnością! Amen.

Wszyscy:

Pater noster, qui es in cælis…

Duszę jej, co łez nie mieści Cuius animam gementem

Pełną smutku i boleści Contristatam et dolentem

Przeszedł miecz dla naszych win Pertransivit gladius.

Stacja trzecia

Jezus pada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża

(kruchość, która otwiera nas na gościnność)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z księgi proroka Izajasza (Iz 53, 4-5)

On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas.

To Jezus delikatny, najbardziej ludzki, ten, którego ze zdumieniem rozważamy przy tej stacji wielkiej boleści. Jednak właśnie ten Jego upadek w kurz objawia jeszcze bardziej Jego niezmierzoną miłość. Popychany przez tłum, ogłuszony wrzaskami żołnierzy, obolały od ran po biczowaniu, wypełniony wewnętrzną goryczą z powodu bezgranicznej ludzkiej niewdzięczności. I upada. Upada na ziemię!

Jednak w tym upadku, w tym upadaniu od ciężaru i utrudzenia, Jezus po raz kolejny okazuje się Nauczycielem życia. Uczy nas akceptować nasze słabości, nie zniechęcać się z powodu naszych upadków, lojalnie uznawać własne ograniczenia: „Jest we mnie pragnienie dobra – powiada św. Paweł – ale nie ma zdolności do jego wykonania” (Rz 7, 18).

Tą wewnętrzną mocą, która pochodzi od Ojca, Jezus pomaga nam także przyjmować słabość innych; by nie pastwić się nad upadłym, nie być obojętnym wobec tego, który upada. I daje nam On siłę, by nie zamykać drzwi temu, kto puka do naszych domów, szukając schronienia, godności, ojczyzny. Świadomi naszej kruchości przyjmiemy pośród nas kruchość imigrantów, aby znaleźli bezpieczeństwo i nadzieję.

Albowiem w brudnej wodzie misy z Wieczernika, to znaczy w naszej słabości, odbija się prawdziwe oblicze naszego Boga! Dlatego „każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4, 2).

MODLITWA

Panie Jezu, który się upokorzyłeś, by wykupić nasze słabości, uzdolnij nas do prawdziwej wspólnoty z naszymi najuboższymi braćmi. Wyrwij z naszych serc wszelki korzeń lęku i wygodnej obojętności, który przeszkadza nam w rozpoznaniu Ciebie w imigrantach, by zaświadczyć, że Twój Kościół nie ma granic i jest prawdziwą matką dla wszystkich! Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

O jak smutna i strapiona O quam tristis et afflicta

Matka ta błogosławiona Fuit illa benedicta

Której Synem niebios Król! Mater Unigeniti!

Stacja czwarta

Jezus spotyka swoją Matkę

(solidarne łzy)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Łukasza (2, 34-35)

Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! (Rz 12,15-16)

To spotkanie Jezusa z Jego mamą Maryją jest pełne emocji i łez. Wyraża się w nim niezwyciężona moc macierzyńskiej miłości, która pokonuje wszelkie przeszkody o otwiera każdą drogę. Ale jeszcze żywsze jest solidarne spojrzenie Maryi, które dodaje siły Synowi. Nasze serce napełnia się zdumieniem, rozważając wielkość Maryi w tym Jej, przecież stworzonej, przybliżaniu Boga swemu Panu.

Ona zbiera wszystkie łzy każdej mamy wylane z powodu oddalonych dzieci, młodych skazywanych na śmierć, mordowanych czy idących na wojnę, zwłaszcza gdy są to dzieci-żołnierze. Słyszymy tu ten bolesny lament matek nad swymi dziećmi umierającymi na nowotwory spowodowane wyziewami ze spalania toksycznych odpadów.

Łzy goryczy! Solidarne współodczuwanie męki dzieci! Matki czuwające po nocach z zapalonymi lampami, drżące z powodu młodych niesionych tymczasowością czy trawionych przez narkotyki i alkohol, szczególnie w sobotnie wieczory!

Wokół Maryi nigdy nie będziemy ludem osieroconym! Nigdy nie będziemy zapomniani. Podobnie jak św. Juanowi Diego, tak i nam Maryja daje czuły dotyk macierzyńskiego pocieszenia i mówi: „Niech się nie trwoży twoje serce […]. Czyż nie jestem tutaj ja, która jest twoją Matką?” (Evangelii gaudium, 286).

MODLITWA

Zdrowaś Matko moja, daj mi Twoje święte błogosławieństwo. Pobłogosław mnie i cały mój dom. Zechciej złożyć Bogu to, co mam dzisiaj do zrobienia i przecierpienia, w łączności z zasługami Twymi i Twego Najświętszego Syna. Tobie oddaję i powierzam siebie samego i wszystko, co mam, na Twoją służbę, chroniąc się cały pod Twój płaszcz. Wyproś mi, Pani, czystość umysłu i ciała i spraw, bym tego dnia nie uczynił nic, co obrazi Boga. Proszę Cię o to przez Twoje Niepokalane Poczęcie i Twoje nieskazitelne dziewictwo. Amen. (św. Kasper Bertoni)

Wszyscy:

Pater noster…

Jak płakała Matka miła Que maerebat et dolebat

Jak cierpiała gdy patrzyła Pia mater, cum videbat

Na boskiego Syna ból. Nati paenas incliti

Stacja piąta

Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusowi

(przyjacielska dłoń, która podnosi)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Marka (Mk 15, 21)

Przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.

Przypadkiem przechodzi Szymon z Cyreny. Ale to spotkanie stanie się kluczowe dla jego życia. Wracał z pola. Człowiek trudu i krzepy. Dlatego został zmuszony do niesienia krzyża Jezusa, skazanego na haniebną śmierć (por. Flp 2 ,8).

Ale to przypadkowe spotkanie przekształci się w ostateczne i żywotne pójście za Jezusem, niosąc na każdy dzień swój krzyż, zapierając się siebie (por. Mt 16, 24-25). Szymon bowiem jest wspomniany przez Marka jako ojciec dwóch chrześcijan znanych w rzymskiej wspólnocie: Aleksandra i Rufusa. Ojciec, który z pewnością odcisnął w sercach swoich synów moc Jezusowego krzyża. Bo życie, jeśli je trzymasz zbyt ciasno, pleśnieje i schnie. Ale jeśli je ofiarujesz, rozkwita i wydaje kłos z ziarnem dla ciebie i dla całej wspólnoty!

Na tym polega prawdziwe uzdrowienie z naszego egoizmu, który zawsze czyha. Relacja z drugimi uzdrawia nas i generuje braterstwo mistyczne, kontemplatywne, które potrafi dostrzegać świętą wielkość bliźniego, które umie odkrywać Boga w każdym ludzkim istnieniu, które znosi trudy życia trzymając się miłości Boga. Jedynie otwarcie serca na Bożą miłość popycha mnie do poszukiwania szczęścia drugich w tylu działaniach wolontariatu: w nocy spędzonej w szpitalu, w pożyczce bez lichwy, w otarciu łzy w rodzinie, w szczerej darmowości, w dalekowzrocznym zaangażowaniu dla dobra wspólnego, w dzieleniu się chlebem i pracą, przezwyciężając jakąkolwiek zazdrość czy zawiść.

To sam Jezus nam przypomina: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili!” (Mt 25, 40).

MODLITWA

Panie Jezu, w przyjacielu Cyrenejczyku przejawia się serce Twojego Kościoła, który czyni się dachem miłości dla tych, co Ciebie pragną. Braterska pomoc jest kluczem, by przekroczyć razem bramę Życia. Nie dozwól, by nasz egoizm kazał nam przechodzić obojętnie, lecz pomóż nam rozlewać olejek pocieszenia na rany drugich, byśmy byli ich wiernymi towarzyszami drogi, bez ucieczek i nigdy nie przestając wybierać braterstwa. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Gdzież jest człowiek, co łzę wstrzyma, Quis est homo qui non fleret,

Gdy mu stanie przed oczyma matrem Christi si videret

W mękach Matka ta bez skaz? in tanto supplicio?

Stacja szósta

Weronika ociera twarz Jezusowi

(kobieca czułość)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Księgi Psalmów (Ps 27)

O Tobie mówi moje serce: "Szukaj Jego oblicza!"

Szukam, o Panie, Twojego oblicza;

swego oblicza nie zakrywaj przede mną,

nie odpędzaj z gniewem swojego sługi!

Ty jesteś moją pomocą,

więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie,

Boże, moje Zbawienie!

Jezus z trudem się wlecze, ciężko oddychając. Ale światło Jego oblicza pozostaje nietknięte. Nie ma takiej agresji, która mogłaby przeciwstawić się Jego pięknu. Nie zaćmiło Go oplucie. Nie zgasiły Go uderzenia. To oblicze zdaje się być krzewem gorejącym, który im bardziej jest znieważany, tym bardziej emanuje światłem zbawienia. Płyną ciche łzy z oczu Mistrza. Niesie On ciężar opuszczenia. A jednak Jezus idzie naprzód, nie zatrzymuje się ani nie zawraca. Stawia czoło opresji. Okrucieństwo piętrzy przeszkody, lecz On wie, że Jego umieranie nie pójdzie na marne!

Wtedy Jezus zatrzymuje się przed kobietą, która wychodzi mu naprzeciw bez jakiegokolwiek wahania. To Weronika, prawdziwa ikona kobiecej czułości!

Pan ucieleśnia tu naszą potrzebę czułej darmowości, poczucia bycia kochanymi i bezpiecznymi dzięki gestom troski i opieki. Czułości tej biedaczki toną w cennej krwi Jezusa i zdają się usuwać z Niego skutki profanacji, jakich doznał On w czasie tortur. Weronice udaje się jakby dotknąć słodyczy Jezusa, musnąć Jego nieskalaność. Nie tylko po to, by ulżyć, ale i uczestniczyć w Jego męce. W Jezusie dostrzega każdego bliźniego, którego trzeba pocieszyć dotykiem czułości, by dotrzeć do jęku bólu tych, którzy nie doświadczają opieki ani ciepła współczucia. I umierają w samotności.

MODLITWA

Panie Jezu, jakże ciąży brak kogoś, o kim marzymy, by był przy nas w dniach strapienia! Ale otul nas tym płótnem, co nosi ślad Twojej cennej krwi, którą wylałeś na drodze opuszczenia, jaką także Ty niesłusznie cierpiałeś. Bez Ciebie nie mamy ani nie możemy dać żadnej ulgi. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Kto się smutkiem nie poruszy, Quis non posset contristari,

Gdy rozważy boleść duszy Piam matrem contemplari

Matki z Jej Dziecięciem wraz? Dolentem cum Filio?

Stacja siódma

Jezus upada po raz drugi

(trwoga przed więzieniem i torturą)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Księgi Psalmów (Ps 118,11.12-13.18)

Osaczyły mnie wszystkie narody,

Osaczyły mnie w krąg jak pszczoły,

paliły jak ogień ciernie:

lecz starłem je w imię Pańskie.

Popchnięto mnie, popchnięto, bym upadł,

lecz Pan mi dopomógł.

Ciężko mnie Pan ukarał,

ale na śmierć mnie nie wydał.

Prawdziwie w Jezusie wypełniają się starodawne proroctwa o pokornym i posłusznym Słudze, który bierze na swoje barki całą naszą historię boleści. I tak Jezus, popchnięty z siłą naprzód, upada z trudu i utrapienia, otoczony zewsząd przez przemoc, pozbawiony już sił. Coraz bardziej samotny, coraz bardziej w ciemnościach! Udręczony na ciele, ze słabością w kościach.

Widzimy w Nim gorzkie doświadczenie osadzonych w więzieniach wraz ze wszystkimi tego nieludzkimi przeciwnościami. Otoczeni zewsząd i odcięci, popychani, by upaść. Współczesne więzienie jest wciąż czymś odległym, zapomnianym, odrzucanym przez społeczeństwo. Nie brakuje tam absurdów biurokracji i opieszałości wymiaru sprawiedliwości. Podwójna kara, a potem przeładowanie cel: to dodatkowe cierpienie, niesłuszna dolegliwość, która zżera ciało i kości. Niektórzy – zbyt wielu – nie wytrzymuje… I nawet, gdy jakiś nasz brat wychodzi, wciąż jest uważany za „byłego więźnia”, co zamyka mu drzwi powrotu do społeczeństwa i do pracy.

Jednak gorsze jest stosowanie tortur, wciąż niestety rozpowszechnione w różnych stronach świata w rozlicznych formach. Tak było i z Jezusem: i jego pobito, upokorzono przed żołdakami, umęczono koroną cierniową, okrutnie ubiczowano.

Jakże prawdziwie brzmią dzisiaj, wobec tego upadku, słowa Jezusa: „Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 36). W każdym więzieniu, przy każdym torturowanym jest zawsze On, Chrystus cierpiący, uwięziony, umęczony. Nawet jeśli jesteśmy ciężko doświadczeni, On jest naszą pomocą, by nie popaść w lęk. Powstać można tylko razem, z silną pomocą, wsparci braterską dłonią wolontariuszy i podnoszeni przez społeczeństwo obywatelskie, które bierze na siebie niesprawiedliwości za więziennymi murami.

MODLITWA

Panie Jezu, chwyta mnie bezgraniczne wzruszenie, gdy widzę Cię upadającego z mojego powodu. Żadnej zasługi, za to wielość grzechów, niekonsekwencji i słabości. A ileż wyłącznej miłości w zamian! Wypędzeni ze społeczeństwa, zabici osądem, a Ty masz dla nas zawsze błogosławieństwo. Błogosławieni jesteśmy, jeśli dzisiaj żyjemy tu na ziemi, z Tobą, wolni od potępienia. Dozwól nam, byśmy nie uciekali od odpowiedzialności, daj nam zamieszkać bezpiecznie w Twoim uniżeniu, z dala od roszczeń wszechwładzy, by powtórnie zrodzić się do nowego życia jako stworzenia uczynione dla Nieba. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Za swojego ludu zbrodnie Pro peccatis suæ gentis

W mękach widzi tak niegodnie vidit Iesum in tormentis

Zsieczonego zbawcę dusz. et flagellis subditum.

Stacja ósma

Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie płaczące nad Nim

(współprzeżywanie, a nie litość)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 23, 27-28)

Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!

Niczym zapalone pochodnie pojawiają się na drodze boleści żeńskie postacie. Niewiasty wierne i dzielne, które nie dają się zastraszyć przez straże ani zgorszyć ranami dobrego Mistrza. Są gotowe Go spotkać i pocieszyć. Jezus jest przed nimi. Ktoś Go może depcze, w chwili bezsilnego upadku na ziemię. Ale są tam kobiety, gotowe dać Mu gorące bicie serca, którego nie da się powstrzymać. Patrzą nań najpierw z daleka, potem się przybliżają, jak każdy przyjaciel, każdy brat czy siostra, gdy sobie zda sprawę z trudności, w jakiej żyje umiłowana osoba.

Jezus jest wstrząśnięty ich zawodzeniem, ale je upomina, by nie spalały się widząc Jego mękę, by nie były już niewiastami płaczącymi, ale wierzącymi! Prosi o współbolenie, a nie o jałowe i płaczliwe użalanie się na Nim. Niech nie będzie więcej lamentowania, ale wola odrodzenia, spojrzenia naprzód, kroczenia z wiarą i nadzieją ku jutrzence światła, które wzejdzie jeszcze bardziej oślepiająco nad głowami tych, co idą zwróceni ku Bogu. Płaczmy nad samymi sobą, jeśli jeszcze nie wierzymy w tego Jezusa, który głosił nam Królestwo zbawienia. Opłakujmy nasze nie wyznane grzechy.

I jeszcze zapłaczmy nad tymi mężczyznami, którzy na kobietach wyładowują przemoc, jaką mają w sobie. Opłakujmy kobiety zniewolone lękiem i wyzyskiem. Ale nie wystarczy uderzyć się w piersi i doświadczyć współczucia. Jezus jest bardziej wymagający. Kobiety trzeba umocnić, jak to On uczynił, trzeba je kochać jako nienaruszalny dar dla całej ludzkości. Dla wzrastania naszych dzieci w godności i nadziei.

MODLITWA

Panie Jezu, powstrzymaj rękę tych, którzy biją kobiety! Wydobądź ich serca z przepaści rozpaczy, gdy padają ofiarą przemocy. Nawiedź ich płacz, gdy są opuszczone. I otwórz nasze serca na szczerą i wierną współboleść, ponad naturalne współczucie, abyśmy się stali narzędziami prawdziwego wyzwolenia. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Matko, coś miłości zdrojem, Eia mater, fons amoris,

Spraw niech czuję w sercu moim, me sentire vim doloris

Ból twój u Jezusa nóg. fac, ut tecum lugeam.

Stacja dziewiąta

Jezus upada po raz trzeci

(przezwyciężyć złą nostalgię)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Drugiego Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian (8,35-37)

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…) Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował.

Św. Paweł wylicza swoje doświadczenia, ale wie, że przed nim przeszedł przez nie Jezus, który w drodze na Golgotę upadł jeden, dwa, trzy razy. Zmiażdżony cierpieniami, prześladowaniem, mieczem, obarczony drzewem krzyża. Wyczerpany! Zdaje się mówić, jak my w wielu mrocznych chwilach: Już nie dam rady!

To krzyk prześladowanych, umierających, terminalnie chorych, uginających się pod brzemieniem.

Ale u Jezusa widać także Jego siłę: „Gdy udręczył, znów się lituje” (Lm 3, 32). Wskazuje nam, że w udręce jest zawsze Jego pocieszenie, coś więcej do dostrzeżenia w nadziei. To jest jak przycinanie gałązek na drzewach, którego dokonuje z mądrością Ojciec niebieski dokładnie na tych latoroślach, które wydają owoc (por. J 15, 8). Nigdy dla zniszczenia, ale zawsze dla rozkwitu. To jak matka, gdy przyjdzie jej godzina: odczuwa boleści, jęczy, cierpi podczas porodu. Ale wie, że są to bóle nowego życia, wiosny w rozkwicie, właśnie poprzez to przycinanie.

Niech nam pomoże kontemplowanie Jezusa, który się osuwa, ale wstaje, byśmy umieli przezwyciężyć zamknięcie, jakie lęk przed jutrem odciska w naszych sercach, szczególnie w tym czasie kryzysu. Przezwyciężajmy złą tęsknotę za przeszłością, wygodę bezruchu, tego, że „zawsze tak było”! Ten Jezus, który chwieje się i pada, ale potem na nowo wstaje, jest pewnością nadziei, która ożywiana mocną modlitwą rodzi się właśnie wewnątrz doświadczenia, a nie po nim ani bez niego!

Będziemy bardziej niż zwycięzcami dzięki mocy Jego miłości!

MODLITWA

Panie Jezu, prosimy Cię, podnieś z prochu nędzarza, podźwignij z gnoju ubogich, każ im zasiąść z książętami i wyznacz im tron chwały. Łuk mocarzy połam, a przyoblecz mocą słabych, bo tylko Ty możesz nas swoim ubóstwem ubogacić. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Spraw, by serce me gorzało, Fac ut ardeat cor meum

By radością życia całą in amando Christum Deum,

Stał się dla mnie Chrystus Bóg. ut sibi complaceam.

Stacja dziesiąta

Jezus z szat obnażony

(jedność i godność)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Jana (19,23-24)

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: «Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć». Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili żołnierze.

Nie zostawili nawet kawałka materiału, by okryć ciało Jezusa. Obnażyli Go. Nie miał płaszcza ani tuniki czy innego okrycia. Obnażyli go w akcie ostatecznego poniżenia. Okrywała Go tylko krew, która wytryskała z otwartych ran.

Tunika pozostaje nienaruszona, symbol jedności Kościoła, jedności, którą należy odnajdywać z cierpliwością, z trudem pokoju budowanego każdego dnia, z materii tkanej złotymi nićmi braterstwa, pojednania i wzajemnego przebaczenia.

W Jezusie, niewinnym, a obnażonym i umęczonym, dostrzegamy naruszoną godność wszystkich niewinnych, szczególnie najmniejszych. Bóg nie przeszkodził, by Jego nagie ciało zostało wystawione na krzyżu. Uczynił tak dla odkupienia wszelkich nadużyć niesłusznie krytych oraz by ukazać, że On, Bóg, jest nieodwołalnie i jednoznacznie po stronie ofiar.

MODLITWA

Panie Jezu, pragniemy na powrót być niewinni jak dzieci, by wejść do królestwa niebieskiego, oczyszczeni z naszych brudów i bożków. Usuń z naszych piersi kamienne serca podziałów, które czynią Kościół mało wiarygodnym. Daj nam nowe serce i nowego ducha, by żyć wedle Twoich przykazań, zachowując i wcielając w życie Twoje ustawy. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Matko ponad wszystko świętsza Sancta mater, istud agas,

Rany Pana aż do wnętrza Crucifixi fige plagas

W serce me głęboko wpój. cordi meo valide.

Stacja jedenasta

Jezus przybity do krzyża

(na łożu boleści)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Marka (15,24-28)

Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: «Król Żydowski». Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony.

I Go ukrzyżowali! Kara dla niegodziwców, zdrajców, dla zbuntowanych niewolników. Tę karę zgotowano naszemu Panu Jezusowi: chropowate gwoździe, przenikliwy ból, męka matki, wstyd zrównania z dwoma złoczyńcami, szaty rozdzielone niczym łup między żołnierzy, okrutne szyderstwa przechodzących: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego” (Mt 27,42).

I Go ukrzyżowali! Jezus nie schodzi, nie opuszcza krzyża. Pozostaje do końca posłuszny woli Ojca. Kocha i przebacza.

Także dzisiaj, podobnie jak Jezus, wielu naszych braci i sióstr jest przygwożdżonych do łoża boleści w szpitalach, domach opieki, w naszych rodzinach. To czas próby w gorzkich dniach samotności i rozpaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46).

Niech nasza ręka nigdy nie służy do przebijania, ale zawsze do zbliżania, pocieszania i towarzyszenia chorym, podnosząc ich z łoża boleści. Choroba nie pyta o pozwolenie. Nadchodzi zawsze nieoczekiwana. Niekiedy wstrząsa, ogranicza spojrzenie, nadzieję wystawia na ciężką próbę. Gorzka jest jej żółć. Jedynie gdy znajdziemy obok nas kogoś, kto nas wysłucha, kto jest blisko, kto usiądzie przy naszym łóżku… wówczas choroba może stać się wielką szkołą mądrości, spotkania z Bogiem cierpliwym. Gdy ktoś z miłości bierze na siebie nasze schorzenia, także mrok boleści otwiera się na paschalne światło Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. To, co po ludzku wydaje się kaźnią, może przekształcić się w odkupieńczą ofiarę dla dobra naszych wspólnot i rodzin. Na wzór świętych.

MODLITWA

Panie Jezu, nie stój z dala ode mnie, siądź przy moim łożu boleści i bądź przy mnie. Nie zostawiaj mnie samego, wyciągnij swoją rękę i podnieś mnie! Wierzę, że jesteś Miłością, i wierzę, że Twoja wola jest wyrazem miłości; dlatego oddaję się Twojej woli, bo zawierzam Twojej Miłości. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Widzi Syna wśród konania Tui Nati vulnerati,

jak samotny głowę skłania tam dignati pro me pati,

gdy oddawał ducha już. pœnas mecum divide.

Stacja dwunasta

Jezus umiera na Krzyżu

(jęk siedmiu słów)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Jana (19,28-30)

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha.

Siedem słów Jezusa na krzyżu to arcydzieło nadziei. Jezus powoli, krok po kroku – a są to także nasze kroki – przemierza całą ciemność nocy, by ufnie powierzyć się ramionom Ojca. To jęk umierających, krzyk zrozpaczonych, błaganie przegrywających. To Jezus!

„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27, 46). To krzyk Hioba, każdego człowieka dotkniętego nieszczęściem. A Bóg milczy. Milczy, bo Jego odpowiedź jest tam, na krzyżu: jest nią On, Jezus; oto odpowiedź Boga, odwieczne Słowo wcielone z miłości.

„Wspomnij na mnie…” (Łk 23, 42). Bratnia prośba złoczyńcy, który stał się towarzyszem boleści, przenika serce Jezusa, który słyszy w nim echo swojego własnego bólu. I Jezus wysłuchuje tego błagania: „Dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”. Zawsze odkupi nas cierpienie drugiego, bowiem pozwala nam wyjść poza siebie samych.

„Niewiasto, oto syn twój!...” (J 19, 26). Ależ to Jego Matka, Maryja, która wraz z Janem stała pod krzyżem, przełamuje lęk. Wypełnia go czułością i nadzieją. Jezus nie czuje się już samotny. Podobnie jak my, gdy obok łoża boleści jest ktoś kochający! Wiernie. Aż do końca.

„Pragnę” (J 19, 28). Jak dziecko prosi mamę o picie; jak chory trawiony gorączką… Pragnienie Jezusa to głód życia, wolności, sprawiedliwości. I to jest pragnienie największego spragnionego, Boga, który nieskończenie bardziej niż my pragnie naszego zbawienia.

„Wykonało się!” (J 19, 30). Wszystko: każde słowo, każdy gest, wszelkie proroctwo, każda chwila życia Jezusa. Arras jest gotowy. Tysiąc kolorów miłości lśni teraz pięknem. Nic się nie zmarnowało. Nic nie zostało odrzucone. Wszystko stało się miłością. Wszystko się dokonało dla mnie i dla ciebie! A teraz nawet umieranie ma swój sens!

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Tak heroicznie Jezus przezwycięża lęk przed śmiercią. Bo jeśli żyjemy w bezinteresownej miłości, wszystko jest życiem. Przebaczenie odnawia, uzdrawia, przekształca i pociesza! Tworzy nowy lud. Uśmierza wojny.

„Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha Mego” (Łk 23, 46). Nie ma już rozpaczy nicości. Ale pełna ufność w ojcowskie ręce, oddanie się Jego sercu. Bo w Bogu każdy podział ostatecznie znajduje jedność!

MODLITWA

Boże, który przez mękę Chrystusa naszego Pana wyzwoliłeś nas od śmierci, spuścizny dawnego grzechu przeniesionej na cały rodzaj ludzki, odnów nas na podobieństwo Twojego Syna; a jak nosiliśmy w sobie obraz ziemskiego człowieka, tak przez działanie Twojego Ducha spraw, byśmy nosili obraz człowieka niebieskiego. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Cierpiącego tak niezmiernie Vidit suum dulcem Natum

Twego Syna ból i ciernie morientem, desolatum,

niechaj duch podziela mój cum emisit spiritum.

Stacja trzynasta

Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce

(miłość silniejsza niż śmierć)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Mateusza (27,57-58)

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać.

Zanim Jezus został złożony w grobie, oddano Go Matce. To ikona rozdartego serca, która mówi, że śmierć nie przeszkodzi, by matka złożyła swemu synowi ostatni pocałunek. Przypadłszy do ciała Jezusa, Maryja łączy się z Nim wszechobejmującym uściskiem. Ten obraz nazywa się po prostu Pietą. To rozdzierające, ale ukazuje, że śmierć nie niszczy miłości. Bo miłość jest silniejsza niż śmierć! Czysta miłość jest trwała. Nadchodzi zmierzch. Bitwa została wygrana. Miłość nie została zniszczona. Kto jest gotów poświęcić życie dla Chrystusa, ten je odnajdzie. Przemienione poza śmiercią.

Łzy i krew zmieszały się w tej tragicznej scenie przekazania. Podobnie jak w naszych rodzinach, gdzie życie chwilami zawala się przez niespodziewane i bolesne utraty, z pustką nie do wypełnienia, zwłaszcza przy śmierci dziecka.

Pieta oznacza zatem bliskość z braćmi, którzy są w żałobie i nie zaznają pokoju. To wielkie miłosierdzie roztoczyć opiekę nad tym, kto cierpi w udręczonym ciele, na ogarniętym depresją umyśle, w duszy pełnej rozpaczy. Miłować aż do końca to najwyższy rodzaj nauki pozostawiony nam przez Jezusa i Maryję. To codzienna bratnia misja pocieszania, która zostaje nam powierzona w tym wiernym uścisku między zmarłym Jezusem a Jego Bolesną Matką.

MODLITWA

Panno Bolesna, Ty w naszych sanktuariach ukazujesz nam swoje świetliste oblicze, gdy z oczami zwróconymi ku niebu i otwartymi dłońmi oddajesz Ojcu w znaku kapłańskiego daru odkupieńczą ofiarę Twojego Syna Jezusa. Ukaż nam słodycz ostatniego wiernego uścisku i daj nam swoje macierzyńskie pocieszenie, aby ból codzienności nigdy nie zrywał nadziei na życie po śmierci. Amen.

Wszyscy:

Pater noster…

Daj pobożnie z Twymi łzami Fac me tecum pie flere,

Mieć Twój ból z Ukrzyżowanym, Crucifíxo condolére,

Póki tym nie przejmiesz mnie. donec ego víxero.

Stacja czternasta

Jezus złożony do grobu

(nowy ogród)

Schola: Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.

W.: Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Z Ewangelii według św. Jana (19, 41-42)

A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to złożono Jezusa.

Ten ogród, gdzie znajdował się grób, w którym pochowano Jezusa, przypomina inny ogród: Eden. Ogród, który z powodu nieposłuszeństwa utracił swoje piękno i stał się spustoszeniem, miejscem śmierci, a nie życia.

Dzikie gałęzie, które przeszkadzają nam oddychać wolą Bożą, jak przywiązanie do pieniędzy, pycha, blichtr życia, muszą teraz zostać odcięte i wszczepione w drzewo Krzyża. I to jest nowy ogród: krzyż zasadzony w ziemi!

Stamtąd Jezus będzie już mógł przyprowadzić wszystko na powrót do życia. Powróciwszy z piekielnych otchłani, gdzie szatan więził rzesze dusz, zapoczątkuje odnowę wszystkiego. Ten grób przedstawia koniec starego człowieka. I jak w przypadku Jezusa, tak i z nami Bóg nie zezwolił, by jego dzieci zostały ukarane śmiercią definitywną. W śmierci Chrystusa przemijają wszystkie trony zła oparte na żądzy i zatwardziałości serca.

Śmierć nas czyni bezbronnymi, daje nam do zrozumienia, że jesteśmy skazani na ziemską egzystencję, która kiedyś się kończy. Ale wobec tego Jezusowego ciała złożonego w grobie zdajemy sobie sprawę, czyimi jesteśmy. Stworzeniami, które by nie umrzeć potrzebują swego Stwórcy.

Cisza, która spowija ten ogród, pozwala nam usłyszeć szmer lekkiego powiewu: „Ja jestem Żyjącym i jestem z wami” (por. Wj 3, 14). Zasłona świątyni się rozdarła. Wreszcie widzimy oblicze naszego Pana. I poznajemy w pełni Jego imię: miłosierdzie i wierność, byśmy nigdy nie zaznali wstydu, nawet wobec śmierci, bo Syn Boży stanął wolny pośród umarłych (por. Ps 88, 6).

MODLITWA

Zachowaj mnie Boże, do Ciebie się uciekam.

Ty jesteś moim udziałem w dziedzictwie i moim kielichem,

w Twoich rękach są moje losy.

Stawiam sobie zawsze Ciebie przed oczami jako mego Pana,

stoisz po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.

Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje,

a ciało moje będzie spoczywać z ufnością,

bo nie pozostawisz mojej duszy w otchłani

i nie dozwolisz, by Twój sługa zaznał grobu.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz,

pełnię radości przy Tobie,

rozkosze na wieki po Twojej prawicy.

Amen.

(por. Ps 15)

Wszyscy:

Pater noster…

Gdy ulegnie śmierci ciało Quando corpus morietur,

Obleczona wieczną chwałą fac ut animæ donetur

Dusza niech osiągnie raj. Amen. paradisi gloria. Amen.

Ojciec Święty kieruje do obecnych swe słowo

Na zakończenie Ojciec Święty udziela Apostolskiego Błogosławieństwa:

V/. Dominus vobiscum. Pan z wami.

R/. Et cum spiritu tuo. I z duchem twoim.

V/. Sit nomen Domini benedictum. Niech imię Pańskie będzie błogosławione.

R/. Ex hoc nunc et usque in sæculum. Teraz i na wieki.

V/. Adiutorium nostrum in nomine Domini. Wspomożenie nasze w imieniu Pana.

R/. Qui fecit cælum et terram. Który stworzył niebo i ziemię.

V/. Benedicat vos omnipotens Deus, Pater, et Filius, et X Spiritus Sanctus.

Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec, i Syn, i Duch Święty.

R/. Amen.

[CRUX FIDELIS]

Ref.: Krzyżu wierny i szlachetny, spośród wszystkich drzew wybrany, żaden las nie zrodził drzewa piękniejszego ponad ciebie; słodkie belki, słodkie gwoździe, co dźwigają ciężar słodki!

1. Sław, języku, bój chwalebny, dzieje walki niezrównanej, i opiewaj triumf krzyża hymnem pełnym uwielbienia, na nim bowiem Odkupiciel był zabity, lecz zwyciężył.

2. Gdy praojciec zbuntowany wziął w swe usta zgubny owoc, uległ śmierci w nim ukrytej; wtedy Stwórca się zmiłował wybierając nowe drzewo, by dawnego zniszczyć skutki.

[http://nowy.ekai.pl/media/szuflada/rozwaania_Drogi_Krzyowej.htm, 20.04.2014]

17.04.2014. Papież Franciszek: weźmy do ręki krzyż i podziękujmy Jezusowi

"Warto, abyśmy w tym tygodniu wzięli do ręki krzyż i wiele razy go ucałowali, powiedzieli: dziękuję Ci Jezu! Dziękuję Ci Panie!" - powiedział Franciszek podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Jak zwykle w Wielkim Tygodniu papieska katecheza poświęcona była przygotowaniu do Triduum Paschalnego. Wysłuchało jej na placu św. Piotra około 25 tys. wiernych.
Ojciec Święty nawiązał do dzisiejszej liturgii, mówiącej o zdradzie Judasza, która zapoczątkowała Mękę Chrystusa. Podkreślił, że Pan Jezus obrał tę drogę upokorzenia i ogołocenia z absolutną wolnością. Kroczy nią aż do końca, aż do śmierci krzyżowej, zastrzeżonej dla niewolników i przestępców. Chociaż był prorokiem i jako taki powinien być ukamienowany w granicach Jerozolimy, to umiera On poza Miastem. Jego męka i śmierć kieruje nasz wzrok na cierpienia ludzkości, pozwalając nam odnaleźć Bożą odpowiedź na tajemnicę zła, cierpienia i śmierci, zwłaszcza osób niewinnych.
Papież zauważył, że oczekujemy iż Bóg pokona niesprawiedliwość, zło, grzech i cierpienie przez triumfujące zwycięstwo. Ale Bóg pokazuje nam zamiast tego zwycięstwo pokorne, które po ludzku wydaje się klęską. "Istotnie Syn Boży jawi się na krzyżu jako człowiek pokonany: cierpi, został zdradzony, znieważony i na końcu umiera. Ale Jezus pozwala, aby zło rozszalało się nad Nim i bierze je na siebie, aby je zwyciężyć. Jego męka nie jest przypadkiem. Jego śmierć – ta śmierć - została „zapisana”. Doprawdy nie mamy jakiś wielkich wyjaśnień. Chodzi o tajemnicę bulwersującą, tajemnicę wielkiej pokory Boga. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16). " - stwierdził Franciszek. Ojciec Święty zachęcił aby w tym tygodniu zastanowić się nad cierpieniem Jezusa. "Powiedzmy sobie: to dla mnie. Nawet gdybym był ostatnią osobą w świecie, On dał by swe życie za mnie, uczynił to dla mnie i ucałujmy krzyż, powiedzmy: to dla mnie - dziękuję Ci Jezu!" - powiedział papież. Franciszek zachęcał, aby w chwilach cierpienia i trudności nie ukrywać naszej klęski, ale otworzyć się z ufnością na Bożą nadzieję, tak jak uczynił to Jezus". Na zakończenie swej katechezy zachęcił wiernych, by "w tym tygodniu wzięli do ręki krzyż i wiele razy go ucałowali, powiedzieli: Dziękuję Ci, Jezu! Dziękuję Ci, Panie!".

[Internetowy Dziennik katolicki, 16.04.2014]

Katecheza Ojca Świętego

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry,

Dzisiaj, w połowie Wielkiego Tygodnia liturgia przedstawia nam smutne wydarzenie, historię zdrady Judasza, który idzie do przywódców Sanhedrynu, żeby się targować i wydać im swojego Mistrza. "Ile mi dacie, jeśli wam Go wydam?". Od tej chwili Jezus ma swoją cenę. Ten dramatyczny akt zapoczątkował Mękę Chrystusa, bolesną drogę, którą obiera On z absolutną wolnością. Mówi o tym jasno: „Ja życie moje oddaję... nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać” (J 10,17-18). W ten sposób rozpoczyna się owa droga uniżenia, ogołocenia - od zdrady. Jezus jakby był wydany na rynek, kosztuje 30 srebrników. Jezus podąża ową drogą upokorzenia i ogołocenia aż do końca.

Jezus osiągnął całkowite uniżenie poprzez „śmierć krzyżową”. Chodzi o najgorszą śmierć, zastrzeżoną dla niewolników i przestępców. Jezusa uważano za proroka i jako taki powinien być ukamienowany w granicach Jerozolimy. Jednak nie umiera On w Świętym Mieście ani nie jest ukamienowany, ale ukrzyżowany poza murami. Patrząc na Jezusa, w Jego męce widzimy jak w zwierciadle cierpienia ludzkości i odnajdujemy Bożą odpowiedź na tajemnicę zła, cierpienia i śmierci. Wiele razy odczuwamy przerażenie z powodu otaczających nas zła i cierpienia, zadając sobie pytanie: „Dlaczego Bóg na to pozwala?”. Jest dla nas głęboką raną, kiedy widzimy cierpienie i śmierć, zwłaszcza niewinnych! Kiedy widzimy cierpiące dzieci, w sercu powstaje rana. To tajemnica zła. A Jezus bierze całe to zło, całe to cierpienie na siebie. Warto, abyśmy w tym tygodniu spojrzeli na krucyfiks, ucałowali rany Jezusa. Wziął On na siebie całe ludzkie cierpienie.

Oczekujemy, że Bóg w swej wszechmocy pokona niesprawiedliwość, zło, grzech i cierpienie przez triumfujące zwycięstwo. Ale Bóg pokazuje nam zamiast tego zwycięstwo pokorne, które po ludzku wydaje się klęską. Możemy wręcz powiedzieć, że Bóg zwycięża w klęsce. Istotnie Syn Boży jawi się na krzyżu jako człowiek pokonany: cierpi, został zdradzony, znieważony i na końcu umiera. Ale Jezus pozwala, aby zło rozszalało się nad Nim i bierze je na siebie, aby je zwyciężyć. Jego męka nie jest przypadkiem. Jego śmierć – ta śmierć - została „zapisana”. Doprawdy nie mamy jakiś wielkich wyjaśnień. Chodzi o tajemnicę bulwersującą, tajemnicę wielkiej pokory Boga. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16).

W tym tygodniu zastanawiajmy się bardzo nad cierpieniem Jezusa. Powiedzmy sobie: to dla mnie. Nawet gdybym był ostatnią osobą w świecie, On dał by swe życie za mnie, uczynił to dla mnie i ucałujmy krzyż, powiedzmy: to dla mnie - dziękuję Ci Jezu!

Kiedy wszystko wydaje się stracone, kiedy wszyscy się rozproszyli, ponieważ „uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada” (Mt 26,31), to wówczas interweniuje Bóg z mocą zmartwychwstania. Zmartwychwstanie Jezusa nie jest szczęśliwym zakończeniem pięknej bajki, nie jest happy endem w jakimś filmie, ale jest interwencją Boga Ojca tam, gdzie załamuje się ludzka nadzieja.

Kiedy wszystko wydaje się stracone, w chwili cierpienia, kiedy tylu ludzi odczuwa jakby potrzebę zejścia z krzyża, to czas najbliższy zmartwychwstania. Noc staje się najciemniejsza, właśnie w chwili, kiedy rozpoczyna się poranek, zanim zacznie świecić słońce. W chwili najciemniejszej interweniuje Bóg, i wskrzesza.

Jezus, który postanowił pójść tą drogą, wzywa nas do pójścia za Nim w Jego drodze uniżenia. Kiedy w pewnych okresach życia nie znajdujemy żadnej drogi wyjścia z naszych trudności, kiedy zapadamy się w najgęstsze ciemności, kiedy nadchodzi czas naszego upokorzenia i całkowitego ogołocenia, czas w którym doświadczamy, że jesteśmy ludźmi kruchymi i grzesznymi. Właśnie wtedy nie możemy ukrywać naszej klęski, ale musimy otworzyć się z ufnością na Bożą nadzieję, tak jak uczynił to Jezus.

Drodzy bracia i siostry! Warto, abyśmy w tym tygodniu wzięli do ręki krzyż i wiele razy go ucałowali, powiedzieli: dziękują Ci Jezu! Dziękuję Ci Panie! Niech się tak się stanie.

[http://nowy.ekai.pl/media/szuflada/katecheza_Ojca_witego__________________________________.htm, 17.04.2014]

Losowa

Informacje

informacjeMsze Święte:
Dni powszednie: 6.30, 7:00, 18:00
Sobota: 15.00 (DPS); Niedziela: 6:45 (niemiecka), 7:00 (w szpitalu), 7:45, 9:00 (młodzieżowa), 9:00 (w Księżym Lesie), 10:15 (rodzinna), 11:30 (suma), 15.00 (chrzcielna w każdą pierwszą niedzielę miesiąca), 18:00.

Sakrament Pokuty: w dni powszednie: zasadniczo pół godziny przed Mszą św. W soboty: od godz. 17.00. W niedziele i uroczystości: w czasie Mszy św. o godz.: 6.45, 7. 45 i 11.30.

Kancelaria Parafialna: poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek: 8:00 - 9:30, 16.00 - 17.30. W środy - nieczynna.

Adoracja w kościele Bożego Ciała: w dni powszednie: 6.30 - 17.15; w niedziele i uroczystości: 7.00 - 16.45.

 

Menu duchowe

czytania

brewiarz

katechezy

minuta

mysl

dla ducha

Modlitwa do Patrona

modlitwaŚwięty Wawrzyńcu, zaufany diakonie papieża św. Sykstusa II i męczenniku rzymski, módl się za nami. Ty umiałeś stać się ziarnem wydającym obfity plon. Poszedłeś za Chrystusem, służąc Kościołowi przy boku papieża. Po uwięzieniu i odejściu do Pana św. Sykstusa II, zachowałeś bardzo trzeźwy osąd sytuacji i pieniądze kościelne, których zarządzanie Tobie powierzono, wszystkie rozdałeś pomiędzy ubogich. Była to dobra lokata i wspaniałe świadectwo, kiedy sądzony wskazałeś tychże ubogich mówiąc: Oto są skarby Kościoła. Wypraszaj nam współczesnym członkom tegoż Kościoła posiadanie takiego konta zysków. Ty nie umiłowałeś tego życia i bogactw, ale wszystko widziałeś w perspektywie życia wiecznego. Żyłeś wezwaniem Chrystusa, idąc za Nim wiernie jak mąż sprawiedliy, który obdarza ubogich. Na koniec umiałeś z godnością oddać ducha Panu, któremu przez całe życie służyłeś. Dziękujemy dobremu Bogu za światło Twojego przykładu. Jak silny musiał być ogień miłości ku Chrystusowi w Tobie, skoro gasił żar ognia naturalnego. Prosimy, wspieraj nas swoim wsawiennictwem w walce z mocami ciemności. Amen.

Licznik

8287009
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W poprzenim tygodniu
W tym miesiącu
W poprzenim miesiącu
Wszystkie
8525
6862
63419
8165904
93597
256912
8287009

Twoje IP: 54.163.61.66
Czas: 2017-12-11 22:42:26