• ogloszenia

    Ogłoszenia

    Tutaj możesz przeczytać ogłoszenia parafialne na najblizszy tydzień.


    czytaj

  • galeria

    Galeria

    Zapraszamy do oglądnięcia zdjęć z różnych wydarzeń naszej parafii.


    zobacz

Papież: nie nazywajcie komunistami księży mówiących o ubogich

Niesłuszne jest określanie mianem „komunistów” tych księży czy biskupów, którzy mówią o ubogich – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do dzisiejszych czytań liturgicznych papież zaznaczył, że bez ubóstwa nie można zrozumieć Jezusowego orędzia. Podkreślił, że nie jest ono ideologią, ale tajemnicą uniżenia Chrystusa.
Papież wskazał, że w pierwszym dzisiejszym czytaniu (2 Kor 8,1-9) mowa jest o zbiórce organizowanej w Kościele Korynckim na rzecz przeżywającego trudności Kościoła w Jerozolimie. Zauważył, że podobnie jak wówczas, tak i dziś ubóstwo jest słowem, które budzi zakłopotanie. Często słyszymy, jak ludzie narzekają, że ten ksiądz, czy biskup, osoba świecka, lub zakonnica mówią zbyt dużo o ubóstwie. Oskarżani są o „komunizm”. Papież przestrzegł, że „ubóstwo jest w samym centrum Ewangelii. Gdybyśmy usunęli ubóstwo z Ewangelii, to nie będzie można nic zrozumieć z orędzia Jezusa”. Przypomniał, że św. Paweł zwracając się do Kościoła w Koryncie wskazał, co było jego prawdziwym bogactwem: „wiara, mowa, wiedza, wszelka gorliwość, miłość wzajemna” i zachęcał, aby dostatek Koryntian przyszedł z pomocą potrzebom Kościoła Jerozolimskiego. „Jeśli macie wiele bogactwa w sercu, tego tak wielkiego bogactwa - gorliwość, miłość, Słowo Boga, poznanie Boga – sprawcie, aby to bogactwo dotarło do kieszeni. To jest złota reguła. Gdy wiara nie dociera do kieszeni - nie jest prawdziwą wiarą. Tę złotą regułę św. Paweł wypowiada słowami: obfitujecie we wszystko, ale teraz bądźcie hojni w tym dziele. Istnieje przeciwstawienie między bogactwem a ubóstwem. Kościół Jerozolimy jest ubogi, znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej, ale jest bogaty, bo ma skarb orędzia ewangelicznego. I ten ubogi Kościół Jerozolimy ubogacił Kościół Koryntu głoszeniem Ewangelii; obdarzył go bogactwem Ewangelii” - powiedział Franciszek.
Ojciec Święty zauważył, że z ubóstwa wywodzi się bogactwo i mamy do czynienia z wzajemną wymianą darów. Tak więc podstawą teologii ubóstwa jest fakt, że „Jezus Chrystus będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9), dla nas się uniżył. To jest zatem sens pierwszego błogosławieństwa: „Błogosławieni ubodzy w duchu”. Oznacza, że „bycie ubogim jest pozwoleniem, aby być ubogaconymi ubóstwem Chrystusa a nie dążenie do bogactwa za pomocą innych dóbr, które nie były by Chrystusowymi” - zaznaczył papież. Franciszek podkreślił, że chrześcijańskie ubóstwo polega na dawaniu tego, co moje, a nie z tego, co mi zbywa, dawaniu ubogiemu nawet z tego, co niezbędne do życia, bo wiem, że on mnie ubogaca, gdyż to sam Chrystus jest obecny w ubogim. Ojciec Święty zaznaczył, że ubóstwo chrześcijańskie nie jest ideologią, zaś kiedy obdarowuję ubogiego, to sam Jezus działa we mnie. „To jest teologia ubóstwa; a dzieje się tak, gdyż ubóstwo jest w samym sercu Ewangelii; nie jest ideologią. Jest po prostu tajemnicą, misterium Chrystusa, który się uniżył, upokorzył samego siebie, zubożył siebie, aby nas ubogacić. Tak więc rozumiemy , dlaczego pierwsze błogosławieństwo brzmi: «Błogosławieni ubodzy w duchu». Bycie ubogim jest podążaniem tą drogą Pana: ubóstwem Pana, który uniża się również tak bardzo, że teraz staje się dla nas chlebem w tej ofierze. Nadal się uniża w dziejach Kościoła, w pamiątce Swojej męki, w pamiątce upokorzenia, uniżenia, pamiątce Swego ubóstwa, a tym chlebem nas ubogaca” - powiedział papież.

[Internetowy Dziennik Katolicki 16.06.2015, 17.06.2015]

Papież: bogactwo, próżność i pycha oddalają od Jezusa


Przed próbą godzenia wiary chrześcijańskiej z dążeniem do światowości przestrzegł dziś papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Zaznaczył, że nie można być chrześcijaninem w połowie, nie można mieć jednocześnie nieba i ziemi. Jednocześnie przypomniał, że bogactwo, próżność i pycha oddalają od Jezusa.
Komentując dzisiejszą Ewangelię (Mk 10,28-31), gdzie Piotr pyta Jezusa, co uczniowie otrzymają w zamian, za to, że opuścili wszystko i poszli za Panem, Ojciec Święty zauważył, że Chrystus nie obiecuje bogactw, ale dziedzictwo Królestwa Niebieskiego, z czym będą się jednak wiązały prześladowania i krzyż. „Dlatego, kiedy jakiś chrześcijanin jest przywiązany do bogactw, to się ośmiesza, jakby chciał dwóch rzeczy naraz: nieba i ziemi. Natomiast probierzem jest to, co mówi Jezus: krzyż, prześladowania. Oznacza to zaparcie się samego siebie, znoszenie krzyża każdego dnia” - stwierdził papież. Franciszek przypomniał, że od tej pokusy nie byli wolni apostołowie, jak wskazuje choćby ewangeliczna scena, w której matka Jakuba i Jana zapytała Jezusa o to, jakie miejsce zajmą oni w Królestwie Bożym. Ale ich serce zostało oczyszczone aż po dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy wszystko zrozumieli. „Bezinteresowność pójścia za Jezusem jest odpowiedzią na bezinteresowność miłości i zbawienia, które daje nam Jezus” - stwierdził. Dodał, że „kiedy chcemy być jednocześnie z Jezusem i ze światem, zarówno z ubóstwem jak i z bogactwem to mamy do czynienia z chrześcijaństwem połowicznym, które chce korzyści materialnych. To właśnie jest duch tego świata”. Papież zauważył, że taka osoba „chwieje się na obie strony”(1 Krl 18,21), bo nie wie, czego chce. Następnie wskazał, że trzeba, aby słuchając słów Jezusa „pierwsi byli ostatnimi, a ostatni pierwszymi”, czyli aby ten, kto jest większym stał się sługą, najmniejszym.
„Z ludzkiego punktu widzenia pójście za Jezusem nie jest dobrym interesem: jest to służba. On to uczynił, a jeśli Pan daje tobie możliwość bycia pierwszym, to musisz zachowywać się jak ostatni, to znaczy służąc. A jeśli Pan daje możliwość posiadania majątku, to musisz sprawić, aby służył on innym. Są trzy rzeczy, trzy kroki, które oddalają nas od Jezusa: bogactwo, próżność i pycha. Dlatego bogactwa są tak niebezpieczne, bo popychają ciebie natychmiast ku próżności i myślisz, że jesteś ważny. A kiedy myślisz, że jesteś ważny, to podnosisz głowę i się zatracasz” - przestrzegł Ojciec Święty. Papież podkreślił, że droga wskazana przez Pana jest ogołoceniem siebie, tak jak On to uczynił: „kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym”( Mk 10,43). Zauważył, Pan Jezus potrzebował wiele czasu, aby uczniowie to zrozumieli. Dlatego i my musimy prosić: naucz nas tej drogi, tej umiejętności służby, pokory, służenia naszym braciom i siostrom w Kościele. „To smutne, gdy widzimy chrześcijanina, czy to człowieka świeckiego, osobę konsekrowaną, księdza, biskupa, jak chce dwóch rzeczy na raz: iść za Jezusem i dąży do posiadania majątku, naśladować Jezusa i dążyć do światowości. A to jest anty świadectwem i oddala ludzi od Jezusa. Kontynuujemy teraz Eucharystię, myśląc o pytaniu Piotra. «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jak nam zapłacisz?» oraz myśląc o odpowiedzi Jezusa. Nagrodą jaką nas obdarzy będzie podobieństwo do Niego, to będzie «wynagrodzenie». Wspaniałe «wynagrodzenie», być podobnym do Jezusa!” - zakończył swoją homilię Franciszek.
st (KAI) / Watykan


[Internetowy Dziennik Katolicki 26.05.2015, 27.05.2015]

Franciszek: dobra materialne muszą służyć dobru wspólnemu

Ludzie posiadający bogactwo powinni zadbać, by służyło ono dobru wspólnemu. W przeciwnym razie człowiek pozbawiony jest nadziei i dochodzi do różnych form korupcji – stwierdził Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii sprawowanej w Domu Świętej Marty.
Papież nawiązał do Ewangelii poniedziałku VIII tygodnia zwykłego (Mk 10, 17-27), przedstawiającej scenę spotkania Pana Jezusa z bogatym młodzieńcem, dla którego posiadany majątek stanowi trudność, by stać się Jego uczniem. Komentując zdanie, że „łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” Franciszek zauważył, że entuzjazm dla Chrystusa, może w kilka chwil zamieć się w smutek i zamknięcie w sobie. Dodał, że kiedy bogaty młodzieniec, który zawsze przestrzegał przykazań, staje wobec wyzwania, by sprzedać swoje dobra i rozdać je ubogim, a potem pójść za Jezusem, to nagle zanika jego radość i nadzieja, gdyż nie chce zrezygnować z posiadanego bogactwa. „Przywiązanie do bogactwa jest początkiem wszelkiego rodzaju demoralizacji: korupcji osobistej, w interesach, także małej korupcji w handlu, jak tych, którzy oszukują na wadze, korupcji politycznej, deprawacji w działalności edukacyjnej. Dlaczego tak się dzieje? – Bo ci, którzy są przywiązani do swej władzy, do swych bogactw sądzą, że są w raju. Są zamknięci, nie mają perspektyw, nie mają nadziei. W końcu wszystko muszą zostawić” – stwierdził Ojciec Święty.
Franciszek zauważył, że bogactwa potrafią uwodzić i prowadzić do przekonania, że jesteśmy w raju na ziemi. Tymczasem ten raj na ziemi jest miejscem bez perspektyw, podobnym do dzielnicy ludzi majętnych, otoczonej wysokim murem, by bronić się przed złodziejami. „A życie bez perspektyw jest bezpłodne, życie bez nadziei jest smutne. Przywiązanie do bogactwa powoduje smutek i czyni nas bezpłodnymi. Mówię «przywiązanie», a nie «dobre zrządzanie majątkiem», ponieważ bogactwo ma służyć dobru wspólnemu, wszystkim. A jeśli Pan daje je jakiejś osobie, to dlatego, aby służyło ono dobru wszystkich, a nie siebie samego, nie po to, aby zamykano je we własnym sercu, które następnie staje się skorumpowane i smutne” – powiedział papież.
Ojciec Święty zauważył, że bogactwo, bez szczodrości sprawia, iż sądzimy, że jesteśmy równie silni jak Bóg, ale w końcu pozbawia nas nadziei. Przypomniał, że Pan Jezus uczy, iż szczęśliwymi są ludzie ubodzy w duchu, którzy ogołocili się z przywiązania do bogactw, starając się, by służyły dobru wspólnemu. „Jeśli masz zamkniętą dłoń, masz serce zamknięte, jak ów człowiek, który wyprawiał uczty i nosił drogie szaty, to nie masz perspektyw, nie widzisz innych potrzebujących i skończysz jak ów człowiek, z dala od Boga” – przestrzegł Franciszek.
st (KAI/RV) / Watykan

[Internetowy Dziennik Katolicki 25.05.2015, 26.05.2015]

Papież do osób konsekrowanych: miłość ma być konkretna

17.05.2015

Napięcie między ukryciem a widzialnością w życiu monastycznym, roztapianie się charyzmatów zakonnych w mnóstwie inicjatyw kościelnych, a także rola kobiety, zwłaszcza konsekrowanej we współczesnym Kościele. Te kwestie podjął Papież podczas spotkania w Auli Pawła VI, które zorganizowano w ramach Roku Życia Konsekrowanego. Przybyło tam kilka tysięcy osób reprezentujących tę kościelną rzeczywistość w diecezji rzymskiej.

Wśród zadających Franciszkowi pytania znalazła się też Polka, Iwona Lang, która przyjechała do Włoch towarzysząc ciężarnej koleżance. Sama zaznała wielkiej biedy, spała nawet na ulicy. Opiekując się przyjaciółką i jej dzieckiem odkryła w sobie powołanie do służby innym i za dwa tygodnie zostanie przyjęta do grona dziewic konsekrowanych diecezji rzymskiej. Papieża zapytała, czego osoby konsekrowane mogą się nauczyć, patrząc na życie rodzinne.

„Siostry zakonne są ikoną Kościoła i Maryi. A tak często zapominamy o miłości macierzyńskiej, którą powinna się odznaczać zakonnica, bo Kościół jest matką, bo Maryja kocha miłością macierzyńską – mówił Franciszek. – I miłość kobiety konsekrowanej ze swej natury musi odzwierciedlać wierność, miłość, czułość Matki Kościoła i Matki Maryi. Kobieta, która w swej konsekracji nie wchodzi na tę drogę, popełnia błąd. Macierzyństwo kobiety konsekrowanej. Dobrze się nad tym zastanówcie. Miłość Maryi i miłość Kościoła jest miłością konkretną. Konkretność jest cechą tego macierzyństwa kobiet konsekrowanych. Kiedy jakaś zakonnica zaczyna bujać w obłokach, w abstrakcyjnych ideach… Co by powiedziała św. Teresa Wielka takiej przełożonej? Daj mi befsztyk, a potem pogadamy. Trzeba sprowadzić ją na ziemię. A konkretność miłości jest bardzo trudna, bardzo. Zwłaszcza, jeśli żyje się we wspólnocie. Wiemy, jakie są problemy wspólnot: zazdrość, plotki, bo ta przełożona jest taka, a tamta inna. To też są rzeczy konkretne, ale niedobre. Nam chodzi o konkret dobra, miłości, która wszystko wybacza. Jak ktoś musi powiedzieć prawdę, to niech ją powie prosto w oczy, ale z miłością. Niech się modli, zanim kogoś zgani. To jest miłość konkretna. Miłość z głową w obłokach nigdy nie uszczęśliwi zakonnicy. Miłość jest konkretna”.

kb/ rv
[http://www.zyciezakonne.pl/papiez-do-osob-konsekrowanych-milosc-ma-byc-konkretna-50638/, 18.05.2015].

Papież o trzech zwrotach ważnych dla rodziny

O kluczowej roli, jaką w życiu małżeńskim i rodzinnym odgrywają trzy zwroty: „czy mogę?”, „dziękuję”, „przepraszam” - mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Jego słów wysłuchało dziś na placu św. Piotra około 25 tys. wiernych.
Ojciec Święty zauważył, że te trzy zwroty otwierają drogę do dobrego życia w rodzinie. Zawierają one siłę, by chronić dom, także kiedy jest wiele trudności i prób. Natomiast ich brak stopniowo otwiera szczeliny, które mogą sprawić nawet jego upadek. Papież przestrzegł, aby nie był to tylko zewnętrzny przejaw dobrych manier, lecz by wypływały one z serca. Przestawiając pierwsze ze wspomnianych słów: „czy mogę?”, Franciszek zauważył, że wejście w życie drugiego, nawet gdy jest ono częścią naszego życia, wymaga delikatności postawy nieinwazyjnej, odnawiającej zaufanie i szacunek. Zaufanie nie upoważnia bowiem do brania wszystkiego za pewnik. A miłość, im bardziej jest intymna i głęboka, tym bardziej wymaga poszanowania wolności i zdolności oczekiwania, by druga osoba otworzyła drzwi swojego serca.
Z kolei drugie słowo to: „dziękuję” wskazuje na wdzięczność. Papież zaznaczył, że jeśli życie rodzinne zaniedbuje ten styl, to utraci go również życie społeczne. Ponadto dla człowieka wierzącego wdzięczność, to samo serce wiary: chrześcijanin, który nie umie dziękować, to człowiek, który zapomniał języka Boga. Mówiąc o trzecim słowie - „przepraszam” - Ojciec Święty zauważył, że zapobiega ono zamienianiu się małych pęknięć w głębokie rowy. Prośba o umiejętność przebaczania jest zresztą zawarta w Modlitwie Pańskiej. Uznanie, że nie okazaliśmy szacunku, uczciwości, miłości i pragnienie oddania tego, co zostało zabrane, sprawia, że stajemy się godni przebaczenia. W ten sposób infekcja zostaje powstrzymana. Jeśli nie jesteśmy w stanie przeprosić to znaczy, że nie jesteśmy także w stanie wybaczyć. Franciszek dodał, że wiele zranionych uczuć, wiele rozdarć rodzinnych zaczyna się od utraty tego cennego słowa: „przepraszam”. Zachęcił, by nigdy nie kończyć dnia bez pojednania. Na zakończenie papież zaapelował, by te trzy zwroty z Bożą pomocą znalazły się w naszych sercach, w naszych domach, a także w naszym społeczeństwie obywatelskim na właściwym miejscu.

[Internetowy Dziennik Katolicki 13.05.2015, 14.05.2015]

katecheza Ojca Świętego Franciszka

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza katecheza jest jakby bramą wejściową do serii refleksji na temat życia rodziny, jej życia realnego, z jego rytmami i wydarzeniami. Na tej bramie wejściowej wypisane są trzy słowa, których już kilka razy używałem na placu św. Piotra, a są to: „czy mogę?”, „dziękuję”, „przepraszam”. W istocie słowa te otwierają drogę do dobrego życia w rodzinie, życia w pokoju. Są to słowa proste, ale nie tak łatwo wprowadzić je w życie! Zawierają wielką siłę: siłę, by chronić dom, także kiedy napotykamy wiele trudności i prób. Natomiast ich brak stopniowo otwiera szczeliny, które mogą sprawić nawet jego upadek.

Zazwyczaj rozumiemy te słowa jako wyrazy dobrego wychowania. W porządku. Osoba dobrze wychowana prosi o pozwolenie, mówi dziękuję, przeprasza, jeśli popełni błąd. To prawda, dobre wychowanie jest bardzo ważne. Wielki biskup Franciszek Salezy mawiał, że „dobre wychowanie to połowa świętości”. Należy jednak uważać, wiemy bowiem, że był w historii formalizm o dobrych manierach, które mogą stać się maską ukrywającą oschłość duszy i brak zainteresowania bliźnim. Zwykło się mówić: „za wieloma dobrymi manierami kryją się złe nawyki”. Nawet religia nie jest wolna od tego zagrożenia, które sprawia, że jej formalne przestrzeganie zamienia się w światowość duchową. Szatan kuszący Jezusa popisuje się dobrymi manierami, jest wręcz dżentelmenem i cytuje Pismo Święte, wydaje się teologiem. Jego styl wydaje się poprawny, ale jego intencją jest odciągnięcie od prawdy Bożej miłości. Ale my rozumiemy dobre wychowanie w jego pojęciu autentycznym, gdzie styl dobrych relacji jest mocno zakorzeniony w umiłowaniu dobra i szacunku dla bliźniego. Rodzina żyje tą wrażliwością miłowania.

Pierwsze słowo to: „czy mogę?”. Kiedy troszczymy się, by uprzejmie poprosić również o to, czego naszym zdaniem możemy żądać, to chronimy ducha współżycia małżeńskiego i rodzinnego. Wejście w życie drugiego, nawet gdy jest ono częścią naszego życia, wymaga delikatności postawy nieinwazyjnej, odnawiającej zaufanie i szacunek. Zaufanie nie upoważnia bowiem do brania wszystkiego za pewnik. A miłość, im bardziej jest intymna i głęboka, tym bardziej wymaga poszanowania wolności i zdolności oczekiwania, by druga osoba otworzyła drzwi swojego serca. Przypomnijmy w związku z tym słowa Jezusa w Apokalipsie, które usłyszeliśmy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (3,20). Ale nawet Pan prosi o pozwolenie, by wejść! Nie zapomnijmy o tym. Tak więc, zanim podejmiemy coś w rodzinie trzeba poprosić o zgodę, zapytać, czy mogę to zrobić, czy podoba się tobie, że tak uczynię? Jest to język dobrego wychowania, ale także pełen miłości, a to bardzo służy rodzinie.

Drugie słowo to: „dziękuję”. Czasami wydaje mi się, że stajemy się społeczeństwem złych manier i złych słów, jakby były one znakiem emancypacji. Słyszymy, jak często są one wypowiadane nawet publicznie. Uprzejmość i umiejętność podziękowania są postrzegane jako oznaka słabości, a czasem nawet wzbudzają podejrzenia. Tej tendencji trzeba przeciwdziałać w łonie rodziny. Musimy być bezkompromisowi w sprawie wychowywania do wdzięczności, do uznania: chodzi tu zarówno o godność osoby ludzkiej jak i sprawiedliwość społeczną. Jeśli życie rodzinne zaniedbuje ten styl, to utraci go również życie społeczne. Ponadto dla człowieka wierzącego wdzięczność, to samo serce wiary: chrześcijanin, który nie umie dziękować, to człowiek, który zapomniał języka Boga. Posłuchajcie dobrze tych słów: chrześcijanin, który nie umie dziękować, to człowiek, który zapomniał języka Boga. To odrażające! Przypomnijmy sobie pytanie, gdy Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych, a tylko jeden z nich wrócił, żeby podziękować (por. Łk 17,18). Kiedyś słyszałem jak osoba starsza, bardzo mądra, bardzo dobra, prosta, ale posiadająca ową mądrość pobożności i życia powiedziała: wdzięczność to roślina, która rośnie na glebie dusz szlachetnych. Chodzi o tę szlachetność duszy, bo to ona, ta Boża łaska pobudza nas do dziękowania, do wdzięczności. Jest ona kwiatem duszy szlachetnej. Wdzięczność jest bardzo piękna.

Trzecie słowo to „przepraszam”. Na pewno jest ono trudne, ale bardzo konieczne. Kiedy go brakuje, to małe pęknięcia się poszerzają - nawet nieświadomie – stając się głębokimi rowami. Nie na darmo w modlitwie, jakiej nauczał Pan Jezus, „Ojcze nasz”, podsumowującej wszystkie kluczowe pytania naszego życia, znajdujemy następujące słowa: „przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6, 12). Uznanie, że nie okazaliśmy szacunku, uczciwości, miłości i pragnienie oddania tego, co zostało zabrane, sprawia, że stajemy się godni przebaczenia. W ten sposób infekcja zostaje powstrzymana. Jeśli nie jesteśmy w stanie przeprosić to znaczy, że nie jesteśmy także w stanie wybaczyć. W domu, w którym nie prosi się o przebaczenie, zaczyna brakować powietrza, wody rozlewają się. Wiele zranionych uczuć, wiele rozdarć rodzinnych zaczyna się od utraty tego cennego słowa: „przepraszam”. W życiu małżeńskim wiele razy są kłótnie... nawet „latają talerze”, ale dam wam radę: nigdy nie kończcie dnia bez pojednania. Posłuchajcie uważnie: jeśli się pokłóciliście: mąż z żoną, dzieci z rodzicami, jeżeli była ostra sprzeczka – oczywiście nie jest to dobre, ale problem nie na tym polega, gorzej jeśli te uczucia trwały będą następnego dnia. Nigdy nie kończcie dnia bez pojednania w rodzinie. A jak się mam pojednać? Czy paść na kolana? - Nie, wystarczy mały gest, a powróci zgoda w rodzinie, wystarczy serdeczny gest, ale nigdy nie kończmy dnia w rodzinie bez pojednania. Czy to rozumiecie? Nie jest to łatwe, ale trzeba tak czynić. W ten sposób życie będzie piękniejsze.

Te trzy kluczowe słowa życia rodzinnego są proste, a może na początku budzą w nas uśmieszek. Ale kiedy o nich zapominamy, to nie ma powodów do śmiechu, nieprawda? Nasza edukacja może je zbytnio zaniedbuje. Niech Pan pomoże nam je umieścić z powrotem na właściwym miejscu, w naszych sercach, w naszych domach, a także w naszym społeczeństwie obywatelskim.

A teraz proszę was o powtórzenie wszyscy razem tych trzech słów: „czy mogę?”, „dziękuję”, „przepraszam” ...[wierni powtarzają: „czy mogę?”, „dziękuję”, „przepraszam”]. Są to słowa pozwalające, by w rodzinie zapanowała miłość, aby się ona umacniała. Proszę też was o powtórzenie tej rady, jaką wam dałem. Wszyscy razem: „Nigdy nie kończmy dnia bez pojednania”. [wierni powtarzają: „Nigdy nie kończmy dnia bez pojednania”]. Dziękuję.

tłum. st (KAI)

[http://nowy.ekai.pl/media/szuflada/katecheza_Ojca_witego_Franciszka________________________________.htm, 14.05.2015]

Losowa

Informacje

informacjeMsze Święte:
Dni powszednie: 6.30, 7:00, 18:00
Sobota: 15.00 (DPS); Niedziela: 6:45 (niemiecka), 7:00 (w szpitalu), 7:45, 9:00 (młodzieżowa), 9:00 (w Księżym Lesie), 10:15 (rodzinna), 11:30 (suma), 15.00 (chrzcielna w każdą pierwszą niedzielę miesiąca), 18:00.

Sakrament Pokuty: w dni powszednie: zasadniczo pół godziny przed Mszą św. W soboty: od godz. 17.00. W niedziele i uroczystości: w czasie Mszy św. o godz.: 6.45, 7. 45 i 11.30.

Kancelaria Parafialna: poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek: 8:00 - 9:30, 16.00 - 17.30. W środy - nieczynna.

Adoracja w kościele Bożego Ciała: w dni powszednie: 6.30 - 17.15; w niedziele i uroczystości: 7.00 - 16.45.

 

Menu duchowe

czytania

brewiarz

katechezy

minuta

mysl

dla ducha

Modlitwa do Patrona

modlitwaŚwięty Wawrzyńcu, zaufany diakonie papieża św. Sykstusa II i męczenniku rzymski, módl się za nami. Ty umiałeś stać się ziarnem wydającym obfity plon. Poszedłeś za Chrystusem, służąc Kościołowi przy boku papieża. Po uwięzieniu i odejściu do Pana św. Sykstusa II, zachowałeś bardzo trzeźwy osąd sytuacji i pieniądze kościelne, których zarządzanie Tobie powierzono, wszystkie rozdałeś pomiędzy ubogich. Była to dobra lokata i wspaniałe świadectwo, kiedy sądzony wskazałeś tychże ubogich mówiąc: Oto są skarby Kościoła. Wypraszaj nam współczesnym członkom tegoż Kościoła posiadanie takiego konta zysków. Ty nie umiłowałeś tego życia i bogactw, ale wszystko widziałeś w perspektywie życia wiecznego. Żyłeś wezwaniem Chrystusa, idąc za Nim wiernie jak mąż sprawiedliy, który obdarza ubogich. Na koniec umiałeś z godnością oddać ducha Panu, któremu przez całe życie służyłeś. Dziękujemy dobremu Bogu za światło Twojego przykładu. Jak silny musiał być ogień miłości ku Chrystusowi w Tobie, skoro gasił żar ognia naturalnego. Prosimy, wspieraj nas swoim wsawiennictwem w walce z mocami ciemności. Amen.

Licznik

8855676
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W poprzenim tygodniu
W tym miesiącu
W poprzenim miesiącu
Wszystkie
390
8654
53912
8738789
151747
225259
8855676

Twoje IP: 184.72.143.94
Czas: 2018-02-18 01:18:06