• ogloszenia

    Ogłoszenia

    Tutaj możesz przeczytać ogłoszenia parafialne na najblizszy tydzień.


    czytaj

  • modul kosciol barbary

    Remont

    Dokumentacja związana z kościołem św. Barbary i baszty.


    wejdz wejdz

     

  • kamera

    KAMERA

    Zapraszamy na transmisje live z naszego kościoła.


    zobacz

Wspomnienie o ks. Jerzym Stellmannie

         Zostałam zaszczycona zaproszeniem do napisania wspomnień o moim bracie - śp. Ks. Prał. Jerzym Stellmannie. Cieszę się tym faktem, a zarazem mam pewne obawy, czy moja obecna znajomość języka polskiego po tylu latach pobytu poza Polską sprosta temu zadaniu.
        Mój brat urodził się 18 kwietnia 1930 roku w Kluczborku, małym mieście na Śląsku, w niezamożnej rodzinie. Pod troskliwym okiem rodziców wychowywało się nas czworo: najstarsza siostra Martha (ukończyła szkołę handlową), brat Józef (do emerytury był profesorem języka łacińskiego i greki), starszy ode mnie Jerzy i ja - najmłodsza.
       Życie w naszej rodzinie było proste i skromne, lecz nacechowane miłością i wzajemnym szacunkiem. Troska rodziców - Jana i Julii z domu Jurczyk - miała ogromny wpływ na kształtowanie naszych osobowości. Przed wojną ojciec pracował jako robotnik i dokształcał się. Następnie został urzędnikiem pocztowym. Po wojnie wrócił z niewoli i był kościelnym. Nasza matka pracowała dorywczo, aby swym zarobkiem dodatkowo zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie. W latach powojennych była kierowniczką kuchni w Szpitalu Rejonowym w Kluczborku.

 

           Pracowitość i oszczędny tryb życia umożliwiły rodzicom wybudowanie własnego domu w roku 1934. W tym domu spędziliśmy niezapomniane lata dzieciństwa i młodości. Były to dla rodziców ciężkie czasy, ale ten dom i jego atmosfera miały w naszym życiu ogromne znaczenie. W dniu prymicji brata w licznym gronie ludzi, którzy wczesnym rankiem zgromadzili się koło naszego domu, aby odprowadzić prymicjanta przez miasto do kościoła, nasza matka powiedziała, że wszystkie długoletnie troski giną i idą w zapomnienie w momencie, gdy możemy syna i brata właśnie z tego domu oddać Bogu i ludziom.
         Z takiego środowiska rodzinnego pochodził mój brat. Jego droga do momentu Mszy Świętej Prymicyjnej była długa i nie zawsze łatwa. Będąc dzieckiem, podziwiałam go - starszego od siebie o cztery lata - że codziennie, bez względu na pogodę, o szóstej rano wyruszał z domu, aby jako ministrant, służyć do Mszy Świętej. Nie było roweru, nie było autobusu. Pół godziny szedł pieszo do kościoła. Głęboka pobożność matki i jej szlachetność miały niewątpliwie wpływ na postawę Jerzego i na jego stosunek do nacjonalistycznych organizacji młodzieżowych. Nie chodził na ich zebrania, unikał kolegów, gdy przychodzili do niego przed zbiórką. Od dzieciństwa był wrażliwy na cierpienia innych oraz niesprawiedliwość i często pomagał ludziom starszym i chorym, nosząc np. węgiel na wyższe piętra czy robiąc zakupy. Myślę, że Jerzy czuł swoje powołanie o wiele wcześniej, niż ktokolwiek z naszej rodziny domyślał się tego. Wszyscy myśleliśmy, że będzie studiował medycynę. Po maturze, kiedy wyjeżdżał do Kalwarii Zebrzydowskiej, prosił matkę, aby natychmiast zawiadomiła go, gdy przyjdzie list z Seminarium. Zaskoczenie, ale i radość ogarnęły rodziców i nas - rodzeństwo - gdy nam oznajmił, że jego wielkim pragnieniem jest zostać kapłanem, aby służyć Bogu i ludziom. Jego stanowcza decyzja, jego pobożność i modlitwa rodziców, rodziny i krewnych oraz wola Boża doprowadziły go do święceń kapłańskich w roku 1954. Niestety - jak sam to określił - stał się ofiarą „ciemnego ekskluzywizmu na Śląsku". Władze świeckie przez pół roku nie dały mu dekretu, tzn. nie zezwalały mu na pracę duszpasterską.
         Wskutek tej niesprawiedliwości i innych negatywnych zdarzeń, których sam doświadczył, starał się w swojej dalszej pracy o to, aby inni nie musieli tego przeżywać. Mam na myśli też i to, że doskonale rozumiał problemy regionu, szczególnie Ziemi Strzeleckiej i starał się łagodzić punkty zapalne, czasem nawet zanim się pojawiały. Dlatego też bardzo mu zależało, aby wszyscy parafianie, zarówno tutejsi, jak i ci, którzy swoje strony rodzinne musieli opuścić i do Strzelec przyjechali, mogli żyć w pokoju i jedności. Poczucie sprawiedliwości i wyrastająca z tego miłość Boga oraz bliźniego były zasadą jego działania duszpasterskiego. Był człowiekiem, który w swoich działaniach kierował się maksymą: „Quidquid agis, prudenter agas et respice finem" - „Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca". Rozważnie podejmował różne przedsięwzięcia i gdy widział, że będą dobre dla wiernych oraz Kościoła, starał się - mimo trudności - doprowadzać je do końca. Kierował się przy tym nie tylko rozsądkiem, ale również sercem, uczuciem. Był osobą bardzo uczuciową. Wiem o tym z wielu rozmów z nim. Cierpiał z cierpiącymi i ubolewał nad niedostatkiem i brakiem wolności ludzi, szczególnie w czasie stanu wojennego w latach osiemdziesiątych. Jednocześnie czuł swoją bezsilność wobec zła dziejącego się w społeczeństwie. A jednak jego praca duszpasterska w tym czasie była podporą i nadzieją dla wielu łudzi, którzy wtedy cierpieli.
         „Ciebie, Boże, chwalimy"., i „Dzięki Bogu". - tymi słowami najczęściej zaczynał rozmowę, gdy chodziło 0    czas, w którym zasługujący na pogardę system polityczny się załamał, a nastąpił okres umożliwiający ludziom życie w pokoju narodowym i międzynarodowym. Dlatego też mój brat okazywał szacunek dla trudu i pracy władz miasta. Szkoda, że nie było mu dane żyć dłużej i oddychać w łagodniejszej atmosferze politycznej.
Ksiądz Prałat Jerzy Stellmann był nie tylko kapłanem, duszpasterzem, ale także synem, bratem, szwagrem i wujkiem. Miał rodzinę, którą kochał i która jego kochała. Brał udział we wszystkich wydarzeniach jej dotyczących.
      Ja po maturze trzykrotnie bezskutecznie starałam się o przyjęcie na studia medyczne. Ówczesne układy polityczne uniemożliwiły mi studiowanie. Zdecydowałam się na wyjazd za zachód. Z tego powodu cierpiał też mój brat. Starsi z nas zapewne mają w pamięci niesprawiedliwe traktowanie księży i ludzi związanych z Kościołem. Dlatego gdy w 1958 roku pojechałam do Zabrza, gdzie brat był wikarym, aby się z nim pożegnać przed wyjazdem, usłyszałam od niego: „nie mów nic".. Przeczuwał, że ja na zawsze opuszczam strony rodzinne. Tak się też stało. Przez prawie 18 lat nie było nam dane się spotkać. Może właśnie dlatego byliśmy tak blisko ze sobą związani w ostatnich latach jego życia. Łączyły nas wspólne poglądy i zainteresowania. Cieszył się ze mną, że po ukończeniu studiów z zakresu teologii katolickiej zaangażowałam się społecznie w Kościele. Wspierał mnie i dodawał otuchy, zachęcał do działania dla dobra ludzi i Kościoła.
        Kiedy cała nasza rodzina przeniosła się na Zachód, chciała, aby i mój brat do niej dołączył. Namowy nie przyniosły jednak oczekiwanego przez nas skutku. On zawsze mówił: „jestem potrzebny na Opolszczyźnie, tu służę Bogu i ludziom". Nie znaczy to wcale, że rodzina była mu obojętna. Odległość nie odgrywała żadnej roli. Jego wpływ na życie wielkiej rodziny był ogromny. Wszyscy zawsze się cieszyli, gdy nadchodziły miesiące wakacji, w czasie których brat nas odwiedzał. Do czasu choroby matki zatrzymywał się u niej, a w ostatnich dziesięciu latach w naszym domu, w którym zresztą ponad cztery lata żyła też pod naszą opieką nasza chora mama. W każde wakacje brat odpoczywał u nas i nabierał sił do swojej pracy duszpasterskiej.
         Jestem ogromnie wdzięczna następcy mojego brata Jerzego w parafii św. Wawrzyńca w Strzelcach Opolskich, wielebnemu Księdzu Proboszczowi Wolfgangowi Jośko za to, że mogę napisać to wspomnienie. Jest to okazją, aby wyrazić w słowach to, co czuje serce. Chciałoby się wiele wyrazić, ale język jest zbyt skromny, aby ubrać w słowa wszelkie myśli i uczucia. Uniwersalnym i znanym wszystkim słowem jest „Dziękuję". Tym właśnie słowem składam podziękowania wszystkim szacownym osobistościom za wszelkie poparcie, modlitwę, pomoc, przychylność i dobre słowo kierowane ku memu bratu.
        Nie potrafię wymienić z nazwiska licznych dobrodziejów brata, dlatego też proszę wszystkich o przyjęcie serdecznego „Bóg zapłać". Dziękuję władzom kościelnym i miejskim, księżom, siostrom zakonnym, parafianom, współpracownikom, wszystkim, którzy dla ks. prał. Jerzego Stellmanna w różnych okresach jego życia byli podporą w jego pracy w winnicy Pańskiej. W szczególny sposób pragnę jednak podziękować tym osobom, które obok rodziny ponad 34 lata najbliżej były z nim związane: paniom Elżbiecie Borowy i Marii Szymik. Pracując na plebanii, w chwilach trudnych wspierały go, nigdy go nie zawiodły, a w czasach, gdy rodzina nie mogła się z nim spotykać, opiekowały się nim, służąc w ten sposób nie tylko Księdzu, ale również Kościołowi. Tym paniom składam z serca płynące „Bóg zapłać!"
         Słynny teolog i filozof Romano Guardini powiedział: „Wdzięczność jest pamięcią serca".
         Kochany Bracie Jerzy! Zapewniam Cię, że moje serce zawsze Ciebie będzie pamiętać. Za wcześnie zostałeś odwołany. Myślę jednak, że szedłeś przez życie tak, aby pozostawione przez Ciebie ślady przetrwały w ludzkiej pamięci. Polecam Cię wiekuistej miłości Boga! (Tyle wspomnień i refleksji siostry Adelheid Mirwa z domu Stellmann, spisanych w Münster w roku pańskim 2006, w: 100-lecie poświęcenia Kościoła p. w. Św. Wawrzyńca w Strzelcach Opolskich 1907-2007, red. T. Smoleń, S. Tubek, [b. r. m.], s. 28nn.).

 

Informacje

informacjeMsze Święte:
Dni powszednie: 6.30, 7:00, 18:00
Niedziela: 6:45 (niemiecka), 7.00 (w szpitalu), 7:45, 9:00 (młodzieżowa), 9:00 (w Księżym Lesie), 10:15 (rodzinna), 11:30 (suma), 15.00 (chrzcielna w każdą pierwszą niedzielę miesiąca), 18:00.

Sakrament Pokuty: w dni powszednie (zasadniczo): 6.30-7.30 i 17.30-18.00; w soboty: od godz. 17.00; w niedziele i uroczystości: w czasie Mszy św. o godz.: 6.45, 7. 45, 11.30 i 18.00.

Kancelaria Parafialna: czynna w poniedziałki, wtorki, czwartki i piatki w godzinach: 8.00-9.30 i 16.00-17.30. Wezwania do chorych, sprawy pogrzebów załatwiamy na bieżąco.

Adoracja w kościele Bożego Ciała: w dni powszednie: 6.30 - 17.15; w niedziele i uroczystości: 7.00 - 16.45.

Konto parafii: PKO BP SA O/Strzelce Opolskie nr 19 1020 3714 0000 4102 0007 8600

 

Menu duchowe

czytania

brewiarz

dla ducha

Modlitwa do Patrona

modlitwaŚwięty Wawrzyńcu, zaufany diakonie papieża św. Sykstusa II i męczenniku rzymski, módl się za nami. Ty umiałeś stać się ziarnem wydającym obfity plon. Poszedłeś za Chrystusem, służąc Kościołowi przy boku papieża. Po uwięzieniu i odejściu do Pana św. Sykstusa II, zachowałeś bardzo trzeźwy osąd sytuacji i pieniądze kościelne, których zarządzanie Tobie powierzono, wszystkie rozdałeś pomiędzy ubogich. Była to dobra lokata i wspaniałe świadectwo, kiedy sądzony wskazałeś tychże ubogich mówiąc: Oto są skarby Kościoła. Wypraszaj nam współczesnym członkom tegoż Kościoła posiadanie takiego konta zysków. Ty nie umiłowałeś tego życia i bogactw, ale wszystko widziałeś w perspektywie życia wiecznego. Żyłeś wezwaniem Chrystusa, idąc za Nim wiernie jak mąż sprawiedliy, który obdarza ubogich. Na koniec umiałeś z godnością oddać ducha Panu, któremu przez całe życie służyłeś. Dziękujemy dobremu Bogu za światło Twojego przykładu. Jak silny musiał być ogień miłości ku Chrystusowi w Tobie, skoro gasił żar ognia naturalnego. Prosimy, wspieraj nas swoim wsawiennictwem w walce z mocami ciemności. Amen.

Licznik

14422020
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W poprzenim tygodniu
W tym miesiącu
W poprzenim miesiącu
Wszystkie
6014
10017
56246
14313701
231835
249293
14422020

Twoje IP: 75.101.220.230
Czas: 2020-09-28 19:46:35