Anegdoty, humor pielgrzymkowy

Pomijając cały kontekst religijny "rekolekcji w drodze" warto zauważyć, że tej świętej wędrówce towarzyszy mnóstwo radości. Oto próba uchwycenia bodaj kilku wydarzeń, związanych z sierpniowym szlakiem wrocławskim na Jasną Górę.

(fragmenty książki ks. A. Radeckiego "Radość w codzienności" wydanej przez wydawnictwo św. Antoniego we Wrocławiu)

Wywiad

- Dzień dobry Państwu! Jestem z "Telewizji Polskiej" i chciałabym z Państwem przeprowadzić wywiad. Proszę się przedstawić.
- Mariola.
- Ewa.
- "Kuzyn."
- Ksiądz Aleksander.

Rozmowa toczyła się w starym aucie Renault 5, prowadzonym wprawną ręką Wieśka, czyli "Kuzyna". Za mikrofon służyła 9. letniej "redaktorce" listewka, wyjęta zza okna gruchota. Po standardowych pytaniach postawionych kolejno pasażerom (na które nie padły żadne rewelacyjne odpowiedzi) jako ostatnia odpowiadać miała Mariola.

- Gdzie Pani mieszka?
- We Wrocławiu.
- Ile Pani ma lat?!
- Hm, hm, eeee..., uuu...
- Proszę Pani, to jest Telewizja! Proszę odpowiadać szybko i krótko, bo ludzie za to płacą! Powtórzę pytanie: ile Pani ma lat?!
- Hmmm, e... tego... Wiem: wiek Chrystusowy!
Małolata ze zdumienia upuściła swój mikrofon i wyjąkała:
To... to Pani ma dwa tysiące lat?!
Do dziś nie mam pojęcia, w jaki sposób szczęśliwie dojechaliśmy wtedy do celu...

Bizon

Według karty informacyjnej pierwszy dzień zakładał przejście trasy: Wrocław - Trzebnica (tu Msza św. u grobu św. Jadwigi, patronki pontyfikatu Jana Pawła II) - Januszkowice (nocleg). Długość tej drogi obliczono na 37 km. Szybko jednak okazało się, że będzie... "nieco" dalej. Najpierw błądziliśmy po terenie poligonu wojskowego, tuż za Wrocławiem, wśród wojskowego sprzętu. Do Trzebnicy dotarliśmy późnym popołudniem, a po Mszy św. ok. 18.30 wyruszyliśmy na ostatnią "prostą" w stronę Januszkowic.

Większość pielgrzymów przedstawiała widok wojska, powracającego z przegranej bitwy po długiej drodze. Wielu przeżywało abulię woli, kładąc się w rowach przydrożnych; wielu błagało o litość przejeżdżających kierowców, czepiało się wolniej jadących aut.

Nasza grupa trzymała się w miarę dobrze do północy, kiedy to definitywnie zabłądziliśmy. Przewodnik nadał wtedy wstrząsający komunikat radiotelefonem do bazy:
- Halo, to "5"! Zabłądziliśmy, nie wiemy gdzie dalej iść!
Tu baza! Podajcie, gdzie jesteście?!
Jesteśmy w lesie! (jak się później okazało, staliśmy pod czterema drzewami).
- Dobrze - odpowiada główny przewodnik - z bazy wysyłam samochód; kierujcie się w stronę światła reflektorów.
- Zrozumiałem.

Rzeczywiście: po niedługim czasie na horyzoncie pojawiły się światła reflektorów. W pielgrzymów wstąpiła nowa nadzieja. Grupa raźno ruszyła przez pola, rowy, krzewy i trawy w stronę światła, jak umierający z pragnienia na pustyni rusza ku wodom oazy.

Porównanie to o tyle jest na miejscu, że na pustyni występuje zjawisko fatamorgany. Tak stało się i teraz. Światłami okazały się bowiem... reflektory kombajnu "Bizon", koszącego zboże w środku nocy! Można sobie wyobrazić reakcję pielgrzymów; ale cóż powiedzieć o kombajniście, który wybałuszonymi oczyma patrzył, jak z ciemności wyłania się tłum ludzi...

Dotarliśmy jednak do Januszkowic. Na Jasną Górę też. O dzień później.

"Babcia ruina"

Kilka dni później, podczas tej samej pierwszej pielgrzymki z Wrocławia do Częstochowy, przeżyłem niezapomnianą sytuację podczas noclegu. Zasadniczo korzystałem podczas drogi ze swego namiotu (to zdecydowanie najwygodniej i najprościej!), ale wtedy było to niemożliwe, gdyż rozszalała się nad nami burza i ogromna ulewa. Było to w okolicach Namysłowa, tuż po wieczornej Mszy św. Mieszkańcy okolicznych wiosek okazali się nadzwyczaj gościnni. Otwarli dla nas domy, stodoły, strychy, a nawet przedszkole i szkoły - wszystko, co miało solidniejszy dach, niż nasze namioty. Wprawdzie zdążyliśmy już solidnie zmoknąć po drodze, ale wizja nocy pod dachem dawała poczucie bezpieczeństwa i skłaniała do radosnego przyjęcia daru opadów atmosferycznych.

Siostra Małgorzata, która z powodu stanu zdrowia podjechała w tym dniu do naszej noclegowej wioski samochodem, zauważyła przy drodze babcię, nieśmiało stojącą wśród gospodarzy, zapraszających nas pielgrzymów na nocleg. Okazało się, że babcia chciałaby także zaprosić ze dwóch pielgrzymów do swego domu. Małgorzata zaproponowała, żeby babcia nie mokła już dłużej na deszczu, lecz pokazała swój dom, a za kilka minut dwóch gości ją odwiedzi.

Rzeczywiście: razem z Krzysiem, bratem Małgosi, zapukaliśmy wkrótce do drzwi domu, który z bliska wyglądał na walącą się ruiną. Po chwili otwarły się drzwi. Stanęła w nich babcia i na nasz widok oniemiała (nie wiedziała, że gościem będzie też ksiądz). Po dłuższej chwili wyszeptała:
- Taka ruina, a tu ksiądz...
Staliśmy w strugach deszczu i nie bardzo było wiadomo, co dalej robić, gdyż gospodyni nie wykonała zapraszającego do środka gestu.
Spytałem więc, po uprzednim chrześcijańskim pozdrowieniu:
- Czy to pani wyraziła chęć przyjęcia na nocleg dwóch pielgrzymów?
- Taka ruina... Tak, ja.
- Czy pozwoli nam pani wejść do środka? - pytam dalej, nie rozumiejąc nadal o co chodzi.
- Taka ruina... Tak, proszę wejść.

Przez małą sionkę weszliśmy do mrocznej kuchni. W kącie, pod piecem kuchennym, w którym wesoło migotał ogień, siedział dziadek z pogrzebaczem w ręce, który w ogóle na nasze wejście nie zareagował. Stanęliśmy na środku, jeszcze raz pochwalili Imię Pańskie i czekamy na to, co będzie z nami dalej. Woda ścieka z nas strugami na podłogę. Babcia zasłoniła sobą maleńkie okienko, zrobiło się niemal zupełnie ciemno. Zapadło milczenie.

Po chwili zapytałem nieśmiało:
- Jeżeli nie przeszkadzamy i możemy tu zostać na nocleg, to czy moglibyśmy zdjąć z siebie mokre ubrania i trochę się wysuszyć?
- Taka ruina... - odpowiada babcia - proszę bardzo. Można się nawet umyć. Tu jest miednica.
Byliśmy wręcz czarni od brudu, więc może i dobrze, że nadal nie zapalono światła. Gospodarze milcząc obserwowali, jak zdjęliśmy ubranie, umyli się i przebrali w dresy. Dalej panowało milczenie.
Czy moglibyśmy te mokre rzeczy powiesić nad piecem, aby wyschły do rana? - zapytał Krzysiek.
- Taka ruina... Proszę bardzo.
Powiesiliśmy. Wylaliśmy wodę na podwórko przez drzwi i znów stoimy bezradni na środku kuchni.
Po jakimś czasie babcia pyta wreszcie:
- A może jesteście głodni?
- Hm, co tu powiedzieć? (Wiadomo, że tak!) - Właściwie, no wie pani... Mamy swoje jedzenie w plecakach, tylko chleba nie zdążyliśmy jeszcze kupić w tym deszczu.
- Mam tutaj ciasto, proszę bardzo!
I oto babcia częstuje nas sporymi kawałkami świeżej drożdżówki. Stojąc nadal, usiłujemy jeść, ale idzie nam to raczej niesporo, bo na sucho. Z oczyma na wierzchu zjedliśmy jednak po kawałku.
- Taka ruina... - mówi babcia, obserwująca nas nieustannie - nie smakuje wam, co?
- Skądże znowu, proszę pani, pyszne ciasto, w życiu lepszego nie jedliśmy!
To "grzecznościowe kłamstwo" zostaje natychmiast ukarane:
- Tak? To proszę wziąć jeszcze po kawałku.
Do dziś nie wiem jakim sposobem nie udławiliśmy się z Krzysiem tym wypiekiem.
- Taka ruina... - babcia chyba coś zauważyła - może zjecie pomidora?
Zjedliśmy z przyjemnością, gdyż był soczysty. W dalszej kolejności (cały czas staliśmy na środku kuchni, a dziadek siedział z pogrzebaczem pod piecem) zjedliśmy: jajka na twardo, chleb z masłem, bigos i zupę.
- Taka ruina... Wszystko mi się poplątało! Proszę wybaczyć!
Rzeczywiście: gdy oczy nasze przywykły już do mroku pomieszczenia zauważyliśmy, że całe jedzenie ustawione było na kredensie, ale gospodyni podawała je nam od końca!

Pijąc herbatę, siedzieliśmy już przy stole, a mrok kuchni rozjaśniała 25 W żarówka. Byliśmy nareszcie "w domu". Okazało się bowiem, że nawiedziliśmy rodzinę z jakichś powodów żyjącą w konflikcie z miejscowym proboszczem. Początkowo gospodarze byli przekonani, że celowo skierowano do nich mnie jako księdza. Za karę? Gdy jednak zdaliśmy pozytywnie nieoczekiwany "egzamin wstępny", ludzie ci nawiązali z nami bardzo serdeczny dialog i porzucili swoje obawy oraz podejrzenia.

Dom rzeczywiście był w ruinie, ale trwała już przeprowadzka do nowego budynku, stojącego obok. Dziadek spod pieca poprosił, by mógł przez radio posłuchać tylko dziennika, bo on wie, że na pielgrzymce nie wypada słuchać radia czy oglądać telewizji (ilu pielgrzymów ma takie wyczucie i delikatność?). Przyjacielskie rozmowy trwały do północy. Spaliśmy w małżeńskim łożu, podczas gdy gospodarze ułożyli się w kuchni na ławkach.

Taka ruina...

A swoją drogą proszę zapamiętać ten pomysł z kolejnością usług i potraw. Zapewniam, że i Wasi goście nigdy tego nie zapomną!

Spać pod zegaram

"Grupa pokutna" Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej miała za sobą już trzy dni marszu, gdy dotarliśmy do Trzebnicy, gdzie nastąpiło połączenie z głównym nurtem pątników. Tak więc trzy setki ludzi były już ze sobą bardzo zgrane i zdecydowanie "wciągnięte" w rytm owych dorocznych "rekolekcji w drodze".

Młodzież nasza, a bardziej konkretnie: siostry pielgrzymkowe (czyli dziewczyny), niosły wśród innych niezbędnych rzeczy także "dzwon pokutny" (ważący ok. 25 kg), służący nam do różnych zbożnych celów.

*

Może tu jest dobre miejsce na wyjaśnienie związku dziewczyn z dzwonem i usprawiedliwienie entuzjazmu, z jakim te rzekomo słabe istoty ów dźwięczący przedmiot niosły do Matki Bożej.

Rzecz ma swoje uzasadnienie w znanej starszemu pokoleniu pieśni pt. "Dzwony panieńskie". W bardzo dowolnym streszczeniu przesłanie owej tęsknej pieśni brzmiałoby następująco:
- Gdy panienka ma lat 16-18, serce jej bije majestatycznie, dumnie i dostojnie jak "Dzwon Zygmunta" na Wawelu: "tylko on!", "tylko ten"!
- Gdy pani ma już lat 20-22 i "nic się nie trafia", serce jej przyśpiesza swój rytm, przypominając bicie dzwonu parafialnego: "proszę szybciej, proszę pana, przecież czekam zakochana"! - lub też (jak chcą inni tłumacze) - "ten albo tamten".
- Gdy zaś kobieta ma 30-32 i "nic", serce jej pędzi jak zwariowane w rytmie sygnaturki cmentarnej: "byle jaki, byle prędko, byle był!"

Dzwon, który nieśliśmy, był sygnaturką cmentarną.

*

Tak więc "dzwon pokutny" służył naszej grupie m.in. do sympatycznej porannej pobudki (zamiast okrutnego gwizdka lub sygnału sprzęganej umyślnie "tuby"), przy czym oczekiwane było posłuszeństwo... większe niż w klasztorze!

Tak więc pierwsze uderzenie dzwonu miało powodować u śpiących w namiotach ludzi otwarcie oczu i znak Krzyża św. czyniony na sobie. Uderzenie drugie wzywało do wyjęcia zatyczek z materaca, by od razu zaczęło schodzić powietrze, umożliwiając szybkie zwinięcie tego sprzętu. Trzecie, ostatnie uderzenie dzwonu, miało być sygnałem do wyjścia z namiotu i dokonania jego zwinięcia.

Grupa - jak wspomniałem - na dwóch poprzednich noclegach doszła do sporej wprawy i dlatego w Trzebnicy nie musiałem się obawiać o poranne wstawanie na Eucharystię (które w tej grupie "katorżników" poprzedzała jeszcze "Jutrznia").

Nocleg wyznaczono nam na placu tuż przy bazylice trzebnickiej.

I oto okazało się, że jednak nie dla wszystkich ta noc pielgrzymkowego niby - snu u boku św. Jadwigi była tak do końca spokojna. Rano opowiedziała nam jedna z sióstr elżbietanek jak wyglądała jej pobudka.

Zmęczona drogą, zasnęła natychmiast po całym dniu, potwierdzając własnym przykładem słuszność powiedzenia, że "człowiek o czystym sumieniu wyśpi się i na kamieniu". Śpi, śpi, śpi - a tu nagle:
- Bang!
Posłuszna regulaminowi siostra otwiera oczy, kreśli znak Krzyża św. i chwali Imię Pana.
- Bang!! - słychać po raz drugi.
Wyćwiczona w posłuszeństwie siostra wyciąga kołeczki z materaca i wsłuchuje się w syk uchodzącego powietrza.
- Bang!!! - dzwon jest nieubłagany.
Siostra wychodzi na zewnątrz namiotu (od razu, bo przecież spało się w pełnym umundurowaniu nie tylko z zimna, ale też na znak czuwania i gotowości duchowej). Patrzy - ciemno jak w grobie! Spogląda na zegarek: trzecia nad ranem (a pobudka zaplanowana była dopiero na 4.30, czyli znacznie później).
Co się stało?
To nie "dzwon pokutny" dzwonił. To bił zegar na wieży bazyliki św. Jadwigi.

Odpustowe kanapki

Grupa XVII Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej czci jako swego patrona św. Wawrzyńca, diakona. A ponieważ wspomnienie tego (spalonego na kracie) męczennika wypada w czasie pielgrzymki (10 VIII), trudno się dziwić, że ten dzień ma w wędrującej wspólnocie szczególny charakter. Któregoś roku wypadł jednak ten "odpust" w piątek. Jedzenie na trasie pielgrzymki jest zawsze raczej skromne, ale w tym dniu chciałoby się odejść od "nieśmiertelnego" dżemu, twardego, suchego sera czy znanej pielgrzymom "zemsty Taizé", czyli zupy w pancernym opakowaniu. Jest więc dyspensa: można otworzyć konserwy z cudowną mielonką (zwane przez niektórych z nas "konserwą z jeża", gdyż tak naprawdę nie wiadomo do końca, co tam zmielono) lub też pysznym pasztetem czy innym zdobycznym mięsiwem. Co za radość!

Gdy jednak nakryto do stołu (czyli sporządzono tysiące kanapek na folii rozłożonej na trawie) - zagrzmiało! Najwyraźniej zbierało się na burzę.
- No i Pan Bóg się zdenerwował i uderzy piorunem w nasze kanapki - stwierdził smutno jeden z biesiadników.
- Dlaczego zaraz w kanapki? - pyta inny, spoglądając wymownie na księdza przewodnika, który udzielił dyspensy.

Spalić stodołę - i co dalej?

Podczas pewnego spotkania popielgrzymkowego w Górach Sowich wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia konkursu o pielgrzymce. Wśród pytań znalazło się i takie:
- Wyobraźcie sobie (odpowiadać miały dwie siostry z pewnej parafii), że jesteście kwatermistrzami podczas pielgrzymki. Ulokowałyście swą grupę w pięknej stodole, tuż po żniwach. Niestety, w nocy któraś z sióstr zaprószyła ogień (chciała sobie podczas snu ugotować herbatę na spirytusowej kuchence, wyjętej z plecaka) i lokal kategorii "S" spłonął. Proszę teraz w imieniu grupy załatwić tę sprawę z gospodarzami.

Po krótkim namyśle jedna z sióstr bierze do rąk mikrofon i płaczliwym głosem rzecze:
- Proszę państwa, serdecznie przepraszamy... Myśmy niechcąco to zrobili... Proszę się na nas nie gniewać, to się już więcej nie powtórzy...
Ktoś z boku przytomnie dodał:
- Prosimy o adres sąsiada na przyszły rok.
Gdy już w lesie ucichło od niesamowitego śmiechu uczestników spotkania, druga siostra odpowiedziała przytomniej:
- Prosimy wydobyć z PZU odszkodowanie, my dziś serdecznie przepraszamy, idziemy dalej, a za tydzień (po powrocie z Jasnej Góry) przyjdzie tu cała nasza grupa i odbudujemy jeszcze piękniej waszą stodołę.
Na wszelki wypadek (to mój wniosek po tym konkursie) gdy będę jeszcze kiedyś przewodnikiem, chyba jednak pozabieram wszystkim siostrom pielgrzymkowym zapałki, bo o braci mogę być spokojny.

Kamienowanie samochodu

Zawsze zapraszaliśmy na wieczorny "Apel Jasnogórski" gospodarzy, którzy użyczali nam gościnnie swego pola, domu, wody, chleba. Tym razem modlili się z nami na obszernym podwórku także rodzice dwóch synów - (4 i 7 lat). Przeprowadzałem z tymi osobami wywiad, aby nasi pielgrzymi mogli się czegoś więcej dowiedzieć od tych gościnnych ludzi. Wśród pytań zadałem rodzicom owych chłopców i takie:
- Jakiego psikusa zrobiły wam ostatnio wasze pociechy?
- Obrzuciły nasz samochód na podwórku kamieniami.
- A cóż to za auto? - pytam zdziwiony.
- "Syrena 101" - odpowiada ze wstydem ojciec.
- A, to trudno się chłopcom dziwić...

Przezorna?

Opowiadała mi jedna z sióstr naszej grupy, że po całodziennym moknięciu marzyła już jedynie o przebraniu się w suche rzeczy. Tymczasem obok samochodu z bagażami niesamowite zamieszanie i tłum: każdemu pilno zejść z deszczu pod dach. Ale bez porządku sprawa przeciąga się jeszcze bardziej.

Nasza siostra wpada zatem na "genialny" (jak się jej początkowo wydaje) pomysł: po prostu chowa się pod ów ciężarowy samochód, czekając pod tym "dachem", aż wszyscy odejdą.

Odeszli (co było do przewidzenia), lecz zanim przemyślna pątniczka wydobyła się spod "jelcza", kierowca (nie wiedząc o "sublokatorce" stacjonującej chwilowo pod jego ciężarówką) zalał ją strugą wody z opuszczonej plandeki, którą były przykryte bagaże.

Po tej przymusowej kąpieli okazało się jednak, ze... bagażu nieszczęsnej kobiety na samochodzie nie ma!

Zauważyły wreszcie siostry swą koleżankę przy aucie i pokazały jej już dawno rozbity na łące namiot. Czyż to nie "radość doskonała"?

"Przeprośna górka"

"Afera" zaczęła się już na pierwszym noclegu: jednej ze starszych sióstr pielgrzymkowych zginął plecak.
- Czy ktoś nie widział brązowego plecaka z następującymi znakami szczególnymi (...)? - ogłosiłem przez nasze pielgrzymkowe "studio".
Nikt nie widział i to tym bardziej, że siostra ta wędrowała z inną grupą.

Myślałem, że to już będzie koniec, że może jakoś sobie ta kobieta poradzi, może ktoś już znalazł...

Nie dane mi było jednak zapomnieć o tej sprawie, bo albo ona sama, albo też jej przewodnik (mój przyjaciel zresztą) przychodzili codziennie w tej samej sprawie. Byłem już nawet gotów oddać swój plecak, ze wszystkim co zawierał, byle tylko temat zniknął z porządku dziennego, ale gdzie tam!

Z tym nierozwiązanym problemem dotarliśmy na tzw. "przeprośną górkę". Każdy pielgrzym wie, że tam trzeba załatwić wszystkie sprawy, które mogłyby kłaść się cieniem na świętość całego pielgrzymowania. Stąd też rzucanie się sobie w objęcia, serdeczne słowa z "przepraszam" na czele, uściski, ucałowania...

Gdy więc podszedł do mnie jakiś nieznany mi dryblas i mruknął "przepraszam", nieco mnie to zaintrygowało:
- Za co chcesz mnie właściwie przeprosić? - spytałem, choć to do ceremoniału w tym miejscu raczej nie należy.
- O, ja akurat mam za co - odparł młodzieniec. Chodzi o ten plecak, którym codziennie ksiądz się denerwował. Otóż chcę sprawę wyjaśnić:
Jest to plecak mojej babci, która szła w innej niż ja grupie. Miałem się nim zająć. Babcia, jak zauważyłem, miała dwa plecaki. Ten plecak którym się opiekowałem, zawierał żywność na całą drogę. Dziś jej tę przenośną "spiżarkę" oddałem - pustą. Sprawa wydaje się zakończona, babcia przeżyła, ja też...

A czwarte przykazanie?

Marzenie pielgrzyma

Oto fragment wypowiedzi jednego z braci - pielgrzymów w Częstochowie, po zakończeniu pielgrzymki:
- Gdy wrócę dziś do domu z Częstochowy, to po pierwsze: wykąpię się; po drugie: wykąpię się po raz drugi, a po trzecie -. wezmę jeszcze prysznic.

Tylko dwie nogi

Alumni III roku wrocławskiego seminarium duchownego, mają zwyczaj wędrowania pieszo do Częstochowy przed swoimi obłóczynami, czyli przed uroczystym przyjęciem stroju duchownego. Są to swoiste rekolekcje tej wspólnoty rocznikowej, podczas których zapada decyzja o postawieniu tego znaczącego kroku na drodze ku kapłaństwu.

Zwykle z tą grupą wędruje jeden z księży opiekunów roku, a bywa, że i ojciec duchowny. Ponieważ księża, pracujący w seminarium, mają często różne nieprzewidziane zajęcia, trzeba się czasem po koleżeńsku zastąpić w konkretnym zadaniu. Tak więc nie zdziwiłem się, gdy jeden ze współbraci poprosił, bym półtora dnia przeszedł z pielgrzymami, zwalniając go dla wykonania czegoś innego w tym właśnie czasie.

Z zaciekawieniem obserwowałem klerycką brać w tych wyjątkowych warunkach: był deszcz, było zmęczenie, była ludzka gościnność, modlitwy w drodze... Największe wrażenie wywarł na nas wszystkich pobyt w gościnnym klasztorze sióstr józefitek w Kluczborku, które co roku otwierają drzwi swego klasztoru dla młodych ludzi, by im w drodze usłużyć.

Miejscem, które okazuje się wtedy szczególnie potrzebne, jest... pralnia, gdzie odbywa się zaraz po przyjściu grupy opatrywanie ran, nabytych podczas pielgrzymiego szlaku. Nie przyglądałem się bezpośrednio pracy sióstr podczas tych zabiegów wokół kończyn dolnych naszych wychowanków, ale śmiem przypuszczać, że wkładały one całe swoje serce i najlepsze umiejętności pielęgniarskie w to samarytańskie dzieło, skoro na korytarzu zobaczyłem scenę następującą: Z piwnicznych czeluści zaczął się powoli wynurzać kleryk, mający dokładnie zabandażowanie obie stopy. Na jego twarzy jaśniał błogi uśmiech, ręce w wymownym geście przyciśnięte były do serca, a usta szeptały:

- Anioł, nie siostra, anioł! Jaka szkoda, że mam tylko dwie nogi...

Zabić satanistę

Sierpniowa Piesza Pielgrzymka Wrocławska na Jasną Górę prowadzi nas od początku przez gród św. Jadwigi - Trzebnicę, choć w ten sposób nadrabiamy około 30 km i wydłużamy wędrówkę o jeden dzień. Mamy jednak świadomość, że ta śląska księżna jest patronką dnia wyboru Jana Pawła II, któremu przecież obiecaliśmy wytrwałą modlitwę. W roku 1993, kiedy to obchodzona była 750. rocznica narodzin dla nieba naszej świętej, chcieliśmy to uczynić szczególnie uroczyście u jej grobu. Gospodarze miejsca, czyli księża salwatorianie, przygotowali się jak zawsze na przybycie rzeszy pątników, a dodatkowym punktem wieczornego "Apelu" miała być inscenizacja na podstawie życia trzebnickiej Pani.

Tego wieczoru podjąłem się z moim przyjacielem księdzem Romualdem poprowadzenia wspólnej modlitwy, dlatego też przybyliśmy wcześniej pod bazylikę, by przygotować instrumenty i przeprowadzić ostatnią próbę. Tymczasem siostry boromeuszki, których klasztor przylega do świątyni zauważyły, że po placu kręcą się sataniści. Nie wróżyło to nic dobrego, bo w tłumie trudno przewidzieć wiele reakcji. I chociaż grupka na nasz widok natychmiast uciekła, ja zapamiętałem, że trzeba się będzie mieć na baczności.

Ze względu na pogodę pielgrzymi zgromadzili się w pięknym kościele, a nie na zewnątrz. W modlitwę wieczornego "Apelu" wpleciono zapowiedziany teatr. Wraz z księżmi usiedliśmy w prezbiterium, a szefowi pielgrzymki, czyli sławnemu "Orzechowi" zdążyłem jeszcze szepnąć o moich niepokojach, na które zwróciły uwagę siostry.

Wyszła św. Jadwiga i słodkim, cichym głosem rozpoczęła już swoją wypowiedź, gdy nagle w atmosferę skupienia i nabożnej ciszy wpadł wrzask jakiegoś człowieka w głównej nawie kościoła.

- Satanista! - powiedziałem natychmiast pełen niepokoju do siedzących obok kapłanów i, nie namyślając się wiele, porwałem potężną lagę "Orzecha", chcąc na miejscu rozprawić się z łotrem, który zakłócił spokój spotkania. Jak było do przewidzenia, nikt się nie zdobył na najmniejszą nawet reakcję!

Na szczęście nie zdążyłem zadać straszliwego uderzenia wrzeszczącemu mężczyźnie, który w międzyczasie dobiegł już do Jadwigi i wyrwał z jej rąk mikrofon. Wtedy zorientowałem się, że był to... aktor, "zamieszany" w to przedstawienie, który tak właśnie miał zagrać swoją rolę, wychodząc z tłumu.

*

Proszę Cię, "Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój". Zawsze. Święta Jadwigo, przebacz Twemu "obrońcy" zbędną tym razem (na szczęście) nadgorliwość...

Duchowe pielgrzymowanie

Drogi Bracie i Siostro!!!

Zapraszamy także na pielgrzymi szlak przez duchowe uczestnictwo.

Wiemy jak wielkie pragnienie znajduje się w Twoim sercu, wiemy także, że z różnych powodów (wiek, choroba, praca, małe dziecko... ) nie możesz podjąć pątniczego trudu. Pamiętamy o Tobie, ale nie ukrywamy, że również liczymy na Ciebie i potrzebujemy Twojej pomocy. Pamiętaj o nas w swoich modlitwach. Ofiaruj trud codziennego dnia także w tych intencjach, w których my modlimy się w czasie pielgrzymowania. Spotkajmy się codziennie w godzinie Apelu Jasnogórskiego. Niech wspólnota modlitwy wyzwala w nas miłość do Boga, który jest Ojcem, a jednocześnie niech będzie łącznikiem między nami.

W duchowej pielgrzymce może uczestniczyć każdy, kto w dniach 17 - 22 sierpnia:

  • Będzie codziennie (w miarę możliwości) uczestniczył w Eucharystii;
  • Codziennie odmówi część Różańca św. lub inną modlitwę;
  • Każdy dzień przeżyje z konkretną intencją wynagradzającą, pokutną lub błagalną;
  • Codziennie odmówi modlitwę pielgrzyma.

Każdego dnia Pielgrzymowania odprawiana jest Msza św. w intencji wszystkich duchowych pielgrzymów i spraw przedstawianych przez nich Matce Bożej.

Jak zostać duchowym pielgrzymem?

Jeśli chcesz być duchowym pielgrzymem istnieje możliwość kontaktu z duszpasterzami naszej grupy (wysłać SMSem intencje do modlitwy)  pod numerem telefonu komórkowego 0 781 671 334 (sieć Plus)
 
Modlitwa Pielgrzyma

Wszechmogący Wieczny Boże Ty niegdyś dla błądzącego ludu po pustyni byłeś wodzem i drogą, otaczaj opieką tych wszystkich, którzy podjęli się trudu pieszej pielgrzymki, dopomóż by szczęśliwie powrócili do domów. Najlepszy nasz Ojcze, Ty przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym prowadzisz do siebie Swój Kościół Pielgrzymujący na ziemi, dozwól abyśmy Ciebie szukali ponad wszystko, zawsze kroczyli w naszej ziemskiej pielgrzymce drogą Twoich przykazań. Panie nieba i ziemi Ty nam dałeś Najświętszą Marię Pannę jako wzór do naśladowania. Spraw abyśmy w Nią wpatrzeni, postępowali drogą nowego życia. Amen
 

Kilka uwag organizacyjnych

  • W czasie marszu Pielgrzym ma ze sobą: doku­ment tożsamości i kartę Pielgrzymkową, „Drogę do Nieba”, różaniec, śpiewnik, jedzenie na cały dzień, kubek i łyżkę, coś od deszczu, czapeczkę od słońca, spirytus salicylowy i talk do pielęgna­cji nóg, bandaż, watę, ewentualnie stale używane lekarstwa (Pielgrzymkowa Służba Medyczna nie jest Apteką!). Prosimy także koniecznie zabrać ze sobą książeczkę zdrowia.
  • Pamiętajmy również o wygodnych butach i wełnianych skarpetach.
  • Bagaż trzeba solidnie spako­wać, opisać /nazwisko, grupa, kolor/ i zabezpie­czyć przed deszczem. Do bagażu jest przypięty żeton z numerem - trzeba go pilnować, gdyż za zgubione żetony trzeba zapłacić. Bagaże są przewożone oznakowanymi samochodami - zapamiętaj swój.
  • Zachęcamy także, aby zabrać ze sobą koszulkę w kolorze znaczka grupy, z którą będziemy pielgrzymować. Chcemy założyć je w sobotę, w czasie wejścia na jasnogórski szczyt.
  • Wszyscy zabie­ramy ze sobą Chrześcijańską radość, uśmiech dla Bliźniego, spory zapas słów: „dziękuję”, „przepraszam”, a nade wszystko Boga w sercu przez łaskę uświęcającą.

Szczęść Boże!

Regulamin

  • Pielgrzymka jest wydarzeniem ściśle religijnym i ma charakter rekolekcji w drodze. Pielgrzymem jest ten, kto idzie w grupie, nosi znaczek pielgrzymkowy i czynnie uczestniczy w modlitewnym programie grupy.
  • Nie można opuszczać swojej grupy przed zakończeniem etapu, ani pozostawać na miejscu po wyjściu grupy. Wszelkie przejazdy samochodami są możliwe tylko za zgodą Przewodnika lub służby medycznej Pielgrzymki.
  • Pielgrzymka ma charakter poku­tny /sierpień!/, przez cały czas jej trwania obowiązuje absolutny zakaz palenia tytoniu i picia jakichkolwiek napojów alkoholowych. Pamiętać należy również o godziwym, odpo­wiednim stroju /nie sportowo-plażowym/.
  • Noclegi są wyznaczane przez Szefa Kwaterunko­wego i w imię miłości bliźniego należy przestrzegać wyznaczonych rejonów nocowania. Na kwaterach i w namiotach obowiązuje ścisły zakaz wspólnego nocowania mężczyzn i kobiet w jednym pomieszczeniu. Byłoby dobrze, gdyby pielgrzymi mający od lat zapewnione noclegi, zapraszali na nie także tych początkujących.
  • Wszyscy Pielgrzymi tworzą wielką Chrześcijańską Rodzinę - dlatego zwracamy się do siebie „Bracie”, „Siostro” i troszczymy się o stworzenie klimatu życzliwo­ści, wzajemnej pomocy, wyrozumiałości, rado­ści i pokoju.
  • Dla zachowania porządku i bezpie­czeństwa na drogach, wszyscy Pielgrzymi zobowiązani są do podporządkowania się pole­ceniom Przewodników i Służby porządkowej, trzymając się zwarcie całości grupy po prawej stronie drogi.
  • Niech Pielgrzymi również pamięta­ją o za­chowaniu czystości miejsca na postojach i nocle­gach (nie zapominać swoich rzeczy!), o szacunku dla przyrody i cudzej własności, o wielkiej wdzięczności i życzliwo­ści wobec goszczących nas Gospodarzy.
  • Centrum i zwornikiem każdego dnia Pielgrzymki jest Wspólna Msza święta, w której powinni uczestniczyć wszyscy Pielgrzymi - w tym czasie nie załatwiamy żadnych innych spraw.

Vademecum Pielgrzyma

Jak się przygotować i w co się zaopatrzyć przed wyruszeniem w drogę.
Jeszcze w domu:

Zaopatrz się w wygodne obuwie przynajmniej miesiąc wcześniej i chodź w nim codzienne. Buty muszą być nieco większe niż normalnie, tak aby pomieściły stopę ubraną w dwie skarpety: cienką i grubą - najlepiej wełnianą. Pamiętaj, że w czasie marszu twoje nogi nabrzmiewają i zbyt ciasny but stanie się "narzędziem tortur".
Zabierz ze sobą kilka par skarpet cienkich i dwie pary skarpet grubych (wełniane, bawełniane, frotte itp.), przetestuj je w ciągu miesiąca przed pielgrzymką. Zwróć uwagę czy skarpety nie ściągają się albo czy szew nie uwiera.
Miesiąc przed pielgrzymką zrezygnuj z samochodu, tramwaju, autobusu - maszeruj codziennie minimum jedną godzinę.
Zadbaj o stopy: na dwa tygodnie przed wyruszeniem w drogę mocz stopy co drugi dzień w ciepłej wodzie z solą i natłuszczaj dobrym kremem do stóp, na tydzień przed pielgrzymką obetnij paznokcie na krótko.
Kobiety, które chodzą w butach na wysokich obcasach winny miesiąc wcześniej zrezygnować z nich, aby mięśnie łydek miały czas przystosować się do pracy w zmienionych warunkach.

Już w drodze:

Twój ubiór winien być dostosowany do warunków pogodowych, ale wiedz, że nawet w czasie największych upałów lepiej iść w luźnej, lekkiej, przewiewnej bluzce lub koszuli z długimi rękawami, bo wtedy unikniesz przykrych i bolesnych poparzeń. Chroń również swoje nogi - szczególnie, jeżeli jesteś uczulony (a) na opary asfaltu. Niejeden pątnik żałował później swojego zbyt lekkiego stroju.
Idąc w kolumnie pielgrzymkowej "nie przywiązuj się" do jednego miejsca - jezdnia jest pochyła i ta okoliczność powoduje, że nogi pracują nierówno. Zmiana miejsc zapobiega przykrym następstwom (ostre bóle w stawach biodrowych, kolanowych bądź skokowych).
Na postojach unikaj gwałtownego ochładzania nóg - ulga chwilowa, a zapalenie pochewek bądź ścięgien wielce prawdopodobne.
Jako bagaż podręczny radzę zabrać mały, lekki plecak na szerokich, elastycznych, nie ocierających szelkach. Torby noszone w rękach i chlebaki przewieszone przez ramię mogą być przyczyną przykrych dolegliwości w okolicy stawu biodrowego.
Zabierz z domu dwa bandaże elastyczne o szerokości 5 i 10 cm i życzę ci, aby oba wróciły z tobą do domu w stanie nienaruszonym.
Jeśli używasz lekarstwa, nie zapomnij ich zabrać i regularnie zażywać.

Historia

Początki pielgrzymowania ze Śląska Opolskiego
Opolszczyzna od samego początku ma ścisłe związki z Jasną Górą. To przecież książę Władysław z Opola w 1382 roku przekazał klasztor i obraz Matki Bożej ojcom paulinom. Król Ludwik Węgierski podarował Władysławowi w 1370 roku Ziemię Wieluńską a w 1372 roku Ruś. Znajdując w Bełżcu na Rusi cenny obraz książę postanawia zabrać go do Opola. Legenda opowiada, że przejeżdżając obok Jasnej Góry konie nie mogły uciągnąć wozu, na którym był Obraz. Nie pomogło zaprzęganie do wozu dodatkowych koni. Wtedy książę uklęknął na ziemi i złożył ślubowanie, że tu zbuduje klasztor i pozostawi obraz. Gdy wstał z klęczek, konie ruszyły bez trudu. Władysław Opolczyk powierzył swój skarb ojcom paulinom, których znał z Węgier. W klasztorze Nosztre kształcili się synowie królewscy i książęcy. Tam też miał pobierać nauki opolski książę Władysław. W czerwcu 1382 roku przybyło z Węgier 16 zakonników i zamieszkało w klasztorze zbudowanym z drewna przy kościółku Wniebowzięcia NMP. Uroczystej fundacji dokonał książę Władysław w dniu 9 sierpnia 1382 roku. Według źródeł historycznych sam obraz został przekazany przez księcia Władysława ojcom paulinom dwa lata później, tj. 31 sierpnia 1384 roku. Dla ciągłości świętowania jubileuszowych obchodów zostano przy roku 1382.

Ludzie od samego początku wyczuli wielki dar Bożej dobroci i przychodzili na Jasną Górę ze swymi troskami i radościami. Ojciec Zachariasz Jabłoński, historyk i paulin z Jasnej Góry, pisze: „W 1429 roku król Władysław Jagiełło, popierając paulinów, zwrócił się w specjalnym liście do papieża Marcina V z prośbą o przyznanie łask odpustów dla pielgrzymów nawiedzających sanktuarium: «Miejsce to utrzymuje się jedynie z jałmużny pielgrzymów oraz doznaje wsparcia z napływu ludzi, których mnóstwo zbiega się do owego kościoła w nadziei zbawienia». To królewskie określenie: mnóstwo – multitudo pielgrzymów potwierdza dziejopisarz Jan Długosz, urodzony w Brzeżnicy koło Częstochowy (1415 – 1480). Pisze, że jako chłopiec pielgrzymował na Jasną Górę i już wtedy obraz Matki Bożej cieszył się ogromną sławą i kultem nie tylko w Polsce, lecz i w krajach sąsiednich, jak Śląsk, Morawy, Węgry, Prusy.

Na Opolszczyźnie, w pobliżu Głogówka, w miejscowości Leśnik (Wiese-Pauliner a dziś Mochów-Pauliny), znalazł schronienie w czasach najazdu szwedzkiego częstochowski obraz Matki Bożej. Pieczę nad Obrazem miało sześciu zakonników przez okres pięciu miesięcy. Ówczesny król Polski Jan Kazimierz Waza z Marią Ludwiką przebywał w Głogówku i bawił u hrabiego Franciszka Euzebiusza Oppersdorffa. Po usunięciu Szwedów z Polski w 1656 roku obraz Matki Bożej poprzez Głogówek i Opole powrócił do Częstochowy, a w Leśniku pozostała kopia obrazu jasnogórskiego.

W 1705 roku ponownie przechowywano w Mochowie-Paulinach cudowny obraz Czarnej Madonny. Skoro Maryja nawiedzała Śląsk w swej cudownej ikonie, to i jego mieszkańcy szli do Niej na Jasną Górę. W Jasnogórskiej Księdze cudów są m.in. następujące wpisy: w roku 1432 zostali uzdrowieni mężczyzna i kobieta z Raciborza. W roku 1434 cudownych łask doznał Jakub z Szonowic, a w roku 1435 Mikołaj z Raciborza. W 1524 roku – Małgorzata z miejscowości Raszowa; w 1549 – Ludwik Strynik z dzieckiem z Gliwic; w 1551 – dziecko Andrzeja ze Śląska, Jan z Gliwic i Katarzyna z Szonowic; w 1575 – Anna z Kluczborka; w 1591 – Barbara, żona Jerzego Asteniusza z Nysy; w 1594 – kobieta ze Śląska; w 1623 – Jan Pigelius z Krzyżanowic; w 1625 – Paweł, syn Jerzego Borkowicza i Katarzyny z Krawarza (dzisiaj Krowiarki).

W latach 1396 – 1642 odnotowano między innymi następujące pielgrzymki spoza granic Polski: 6 pielgrzymek z Wrocławia, 5 z Namysłowa, 3 z Gliwic, 3 z Raciborza, 2 z Szonowic (dekanat Niemodlin), i po jednej z: Bielic (dekanat Skoroszyce), Kluczborka, Koźla, Krapkowic, Krawarza k. Raciborza (dziś Krowiarki), Krzyżanowic k. Raciborza, Nysy, Raszowej k. Opola. Wszystkich pielgrzymek spoza granic ówczesnej Polski w latach od 1396 do 1642 naliczono 102. W tym 66 ze Śląska (całego), 21 z Węgier, 8 z Moraw, 4 z Rusi, i po jednej z Anglii, Bawarii i Ziemi Wołoskiej. Z dokumentacji w Aktach Jasnogórskich wynika, że pielgrzymowanie ze Śląska trwało bez większych przerw przez całe 600-lecie.

Niekiedy pielgrzymowanie bywało utrudniane nie tylko pogodą, ale również zakazami władz. Np. zakaz organizowania pielgrzymek wydał Fryderyk II, król pruski w dniu 1.11.1754 roku. Ponowił zakaz drugi raz dziesięć lat później. Rezultatu w stu procentach nie osiągnięto. Dowiadujemy się o tym ze źródeł pisanych w wieku XVIII, a zwłaszcza XIX, znajdujących się w Jasnogórskim Archiwum. Cenną bazą źródłową dla opisania ruchu pielgrzymek grupowych na Jasną Górę w XIX i na początku XX wieku są tzw. REGESTRY. Są to książki do zapisywania kompanii przybywających na Jasną Górę. Obejmują one lata 1833 – 1900. Wykaz miejscowości Śląska, zwłaszcza Opolskiego, z których pielgrzymowano w zorganizowanych grupach jest obszerny.

W 1865 roku pielgrzymi ze Śląska stanowili 11,8% wszystkich pielgrzymów przybyłych na Jasną Górę. Odnotowano 710 pielgrzymek z udziałem 58348 osób z 195 miejscowości położonych na terenie Górnego i Dolnego Śląska. W 1875 roku – pisze o. Zachariasz Szczepan Jabłoński w swej pracy doktorskiej Jasna Góra ośrodek kultu maryjnego (1864-1914) – ze Śląska było 10,5% ogółu pątników. W następnym okresie polityka Bismarcka spowodowała spadek odsetka pielgrzymów ze Śląska do 2% w roku 1885. Szczególnej presji podlegał Dolny Śląsk.
Od początku XX wieku nastąpiło ożywienie ruchu pielgrzymkowego ze Śląska. W 1906 roku odnotowano ponad 20 pielgrzymek z 4104 uczestnikami. Nie ustawały jednak trudności. Ślązacy mieli często kłopoty z otrzymaniem paszportów. Pod pretekstem zarazy panującej w Królestwie Polskim w niektórych miesiącach lat 1906, 1908 i 1909 wydano całkowity zakaz ich udzielania. Władze carskie na przejściach granicznych poddawały śląskich pielgrzymów surowej rewizji. Np. Naczelnik Komory Celnej w Herbach proponował klasztorowi jasnogórskiemu nabycie zarekwirowanych dewocjonaliów i szat liturgicznych (np. list z 5.10.1907, nr 7095). W 1913 roku odnotowano tylko 1266 pielgrzymów ze Śląska, a mimo to Ślązacy byli uważani za stałych i regularnych pątników na Jasną Górę. Nawet stawiano ich za wzór. W wydanych na początku XX wieku Uwagach dla pielgrzymów w regulaminie pielgrzyma polecano między innymi naśladowanie Ślązaków w ich wspólnym udziale w nabożeństwach, a nawet w zakupach (por. Jasna Góra ośrodek kultu maryjnego, s. 175). Jednak na początku XX wieku mało jest zapisanych pielgrzymek z Opolszczyzny. Na jednej ze stron spisu kompanii ówczesny przeor Jasnej Góry napisał: „Dnia 1 sierpnia 1914 roku wybuchła wojna światowa trwająca przeszło 4 lata, a mianowicie do 18 listopada 1918 roku, (…) W tym to czasie Rady okupacyjne Niemiec i Austrii zabroniły wszelkich pielgrzymek na Jasną Górę. Ustał prawie zupełnie wszelki ruch pątniczy i jeśli przybyła w czasie wojny jaka pielgrzymka, to maleńka i jedynie z bliższej okolicy. Po ustaniu wojny z Niemcami tj. w roku 1919 i 1920 wybuchła wojna Polski z Rosją czyli z bolszewikami i w tych latach ruch pątniczy choć nie wzbroniony przez rząd nasz, to jednak siłą wypadków wojennych został skrępowany. (…) Jasna Góra 10 maja 1921 roku” O. Piotr Markiewicz Z.P. Przeor

W latach 1921 – 1927 też jest bardzo mało pielgrzymek ze Śląska. Z Opolszczyzny nie ma ani jednego wpisu. Dopiero Książka do zapisywania pielgrzymek przybywających na Jasną Górę 1927 – 1934 zawiera więcej wpisów. Między innymi wymieniane są miejscowości: Pawłów, Opole, Racibórz, Strzelce Wielkie. Wiele z nich przyprowadzał z diecezji wrocławskiej ks. Jan Wawrzynek.

Druga wojna światowa jeszcze bardziej utrudniła pielgrzymowanie do Częstochowy. Jeśli przyjeżdżały na Jasną Górę jakieś nieliczne grupy z Opolszczyzny, to „towarzyszył im niemiecki ksiądz”, który odprawił nabożeństwo w języku niemieckim. Było to jednak niemile widziane.

W dwudziestym stuleciu pomocą w pielgrzymowaniu służyły linie kolejowe. Już nie trzeba było maszerować pieszo, ale można było wygodnie dojechać prawie na miejsce. Do roku 1939 przesiadano się na granicy lub od niej pielgrzymowano pieszo.

W zachowanych ogłoszeniach parafialnych pierwszego proboszcza Parafii Św. Rodziny w Zawadzkiem, ks. Oskara Hanke, czytamy o zapowiedzi pielgrzymki na Jasną Górę (Rok 1912, s. 204, niedziela 12 maja). Informował wiernych: „Kto by chciał wziąć udział w pielgrzymce do Częstochowy, niech idzie w poniedziałek, albo wtorek, albo środę na policję po paszport. Jeden bilet do granicy, do Ruskiej Herby, kosztuje 2 marki i dwadzieścia fenigów, a musi być już przedtem obstalowanym, a najlepiej przez Antoniego Kolibaba. Dziewczyny, które będą chciały wziąć udział w noszeniu obrazów w Częstochowie niech wezmą ze sobą białe ubrania i zielone wianki na głowy.” Z tego ogłoszenia wiemy, że do Herbów jechano pociągiem, a potem albo szli pieszo albo się przesiadali; że potrzebne były paszporty; że pomagał proboszczowi przewodnik kalwaryjski pan Antoni Kolibaba; że brały udział Dziewczęta Kongregacji Mariańskiej; że brano obrazy i chorągwie. W Jasnogórskim Archiwum parafia Zawadzka zapisana jest pod datą 17 maja. To był piątek. Prawdopodobnie wszyscy pielgrzymi pozostali na Jasnej Górze do niedzieli. Pielgrzymki do Częstochowy, obok pielgrzymek na Górę Św. Anny, ks. Hanke zorganizował kilkakrotnie. Zapewne nie on sam jeden pielgrzymował z parafianami do Częstochowy ale także inni proboszczowie. Można to wyczytać w kronikach parafialnych. Np. ks. Józef Wajda, proboszcz w Kielczy, także pielgrzymował z wiernymi na Jasną Górę. Pisze o tym ks. Józef Żyłka w książce pt. Cud w Żędowicach. W opracowaniu tym wyjaśnia, jak to obraz z Jasnej Góry trafił do wioski na Śląsku Opolskim. Do dzisiaj mieszkańcy Żędowic i okolicy mają głęboką cześć do Matki Boskiej Częstochowskiej. W naszej diecezji jest bardzo wiele obrazów Czarnej Madonny przywiezionych z Częstochowy, np. w Ozimku. To świadczy o czci Maryi i więzi z Jasną Górą.

Po II wojnie światowej odnowił się ruch pielgrzymkowy na Jasną Górę. W zachowanej w Jasnogórskim Archiwum korespondencji np. z roku 1946 znaleziono kilka listów mówiących o zorganizowanych zaraz po wojnie pielgrzymkach do Częstochowy. Np. stroną 385 oprawionej księgi korespondencji jest list z parafii w Dąbrowie powiat Niemodlin z dnia 26.08.1946 r. Ks. Józef Maciaszek informuje w nim ojców paulinów, że 8 września wybiera się z grupą 50 osób na Jasną Górę i prosi o możliwość odprawienia Mszy przed cudownym obrazem. Dodaje w liście, że będzie jeden ksiądz i dwie zakonnice. Prosi o odpis na załączonej kartce pocztowej.

Poniżej umieszczono cały list księdza Wawrzynka. To jest strona 391 księgi.
Opole nad Odrą, dnia 26 sierpnia 1946 r.
Dnia 30.VIII.br. w godzinach popołudniowych przyjeżdża na Jasną Górę Pielgrzymka w liczbie około 200 osób z powiatu Opolskiego. Uprzejmie proszę pielgrzymkę przyjąć w tej formie, jak przyjmowano nasze pielgrzymki przed wojną. Na dzień 31.VIII.46 r. proszę zarezerwować mszę św. przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i to drugą mszę po odsłonięciu Cudownego Obrazu. Prowadziłem 48 razy pielgrzymki na Jasną Górę za czasów niemieckich, będę się starał tradycję podtrzymać.
Należność uiszczę na miejscu.
Z głębokim szacunkiem.
Ks. Wawrzynek Jan

Na liście ołówkiem zaznaczono, że pielgrzymkę wpisano do planu. Podobnie, ale w imieniu proboszczów z Opola, zwracał się proboszcz kościoła Św. Krzyża w Opolu, ks. Kuriata. (s. 441) „Dnia 10 września przyjeżdża procesja z miasta Opola do Częstochowy. Księża proboszczowie z Opola proszą uprzejmie wyznaczyć dla Opolan czas, kiedy można odprawić Mszę św. przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej (…)”

Z powyższych listów widzimy, że od razu po zakończonej wojnie, rozpoczęło się na Opolszczyźnie pielgrzymowanie do Częstochowy. Pierwsze powojenne pielgrzymki były zazwyczaj dziękczynne. Duszpasterze i wierni przynosili Matce Bożej swoje przeżycia.

Na przestrzeni tych sześciuset lat Jasnej Góry byli i tacy wierni, którzy pielgrzymowali prywatnie, bez zgłoszeń. Księży zastępowali świeccy przewodnicy, albo ktoś, kto już tam był. O ciągłości pielgrzymowania ze Śląska na Jasną Górę świadczą również podarowane wota oraz zamawiane Msze święte w jasnogórskim sanktuarium.

Pomimo trudności Lud Śląska czcił nieprzerwanie Jasnogórską Panią. Widać to było też w prywatnym kulcie np. kobiety z okolic Raciborza i Głubczyc nosiły korale z medalikiem MB Częstochowskiej. Obraz Częstochowskiej Pani znajdował się na ścianach w wielu domach śląskich. Nie bez znaczenia był klasztor paulinów w Mochowie koło Głogówka posiadający jedną z najstarszych kopii cudownego obrazu oraz ośrodki pielgrzymkowe z podobizną Czarnej Madonny w Ujeździe (od 1758) czy Lubecku (od 1720). Księża proboszczowie zapraszali ojców paulinów do głoszenia nauk rekolekcyjnych w parafiach, a ci opowiadali o Jasnej Górze. Potem w domach, w rodzinach starsi opowiadali młodym o sanktuarium na Jasnej Górze. Pokazywali pamiątki. To wszystko sprawiało, że chętnie, gdy nadarzała się okazja, wierni ze Śląska szli lub jechali do Czarnej Madonny.

Pierwsza trasa Pieszej Pielgrzymki Opolskiej

Pan Bóg w swej przedziwnej Opatrzności posłużył się księciem Władysławem z Opola, aby w 1382 roku sprowadzić cudowny obraz Czarnej Madonny na Jasną Górę a potem, po prawie sześciuset latach, posłużył się księdzem Edmundem Cisakiem, aby zainicjować Diecezjalną Pieszą Pielgrzymkę.

Organizator pierwszej Diecezjalnej Opolskiej Pielgrzymki – ks. prałat Edmund Cisak – rozpoczął oficjalne przygotowanie w roku 1975 od pisma skierowanego do ówczesnego biskupa ordynariusza. W liście powołuje się na fakt, że z Opolszczyzny nieustannie pielgrzymowano na Jasną Górę: Przewodnik Katolicki z dnia 17 sierpnia br. podaje wiadomość, że z Poznania wyruszyła piesza pielgrzymka diecezjalna na Jasną Górę. Zgromadziła 220 osób. Parafia nasza już od 4 lat pielgrzymuje pieszo na Jasną Górę. Ostatnio za zezwoleniem władz. Diecezja Opolska … leży najbliżej Częstochowy. Poznań o wiele dalej, nie mówiąc o Warszawie, a pielgrzymują pieszo do Częstochowy. (…) Wynika z historii, że piesze pielgrzymki z Opolszczyzny są starsze aniżeli pielgrzymka warszawska. Wskutek przegrodzenia granicą ziemi opolskiej pielgrzymki takie nie ustały i długo jeszcze Opolanie pielgrzymowali pieszo na Jasną Górę.  

Odważam się prosić Waszą Ekscelencję, aby Ksiądz Biskup wznowił piesze pielgrzymki diecezjan opolskich na Jasną Górę. (…).

Nie od razu można było wyruszyć jako diecezja. W następnym 1976 roku ks. proboszcz Edmund Cisak pielgrzymował jeszcze tylko ze swoimi parafianami z Grodźca. Praktycznie, to już nie byli sami jego parafianie, ale także pielgrzymi spoza parafii. Wiadomość o chodzeniu pieszo z Grodźca do Częstochowy zataczała coraz szersze kręgi i werbowała pątników.

 
I Pieszą Pielgrzymkę Opolską już jako diecezjalną udało się zrealizować w roku 1977. Na prośbę ks. Cisaka o zgodę na zorganizowanie pieszej pielgrzymki (z dnia 25.04.1977) odpowiedział ks. bp Wacław Wycisk. Nie tylko wyraził zgodę, ale jeszcze przesłał pasterskie błogosławieństwo.

 

Strona 1 z 2

Losowa

Informacje

informacjeMsze Święte:
Dni powszednie: 6.30, 7:00, 18:00
Sobota: 15.00 (DPS); Niedziela: 6:45 (niemiecka), 7:00 (w szpitalu), 7:45, 9:00 (młodzieżowa), 9:00 (w Księżym Lesie), 10:15 (rodzinna), 11:30 (suma), 15.00 (chrzcielna w każdą pierwszą niedzielę miesiąca), 18:00.

Sakrament Pokuty: w dni powszednie: zasadniczo pół godziny przed Mszą św. W soboty: od godz. 17.00. W niedziele i uroczystości: w czasie Mszy św. o godz.: 6.45, 7. 45 i 11.30.

Kancelaria Parafialna: poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek: 8:00 - 9:30, 16.00 - 17.30. W środy - nieczynna.

Adoracja w kościele Bożego Ciała: w dni powszednie: 6.30 - 17.15; w niedziele i uroczystości: 7.00 - 16.45.

 

Menu duchowe

czytania

brewiarz

katechezy

minuta

mysl

dla ducha

Modlitwa do Patrona

modlitwaŚwięty Wawrzyńcu, zaufany diakonie papieża św. Sykstusa II i męczenniku rzymski, módl się za nami. Ty umiałeś stać się ziarnem wydającym obfity plon. Poszedłeś za Chrystusem, służąc Kościołowi przy boku papieża. Po uwięzieniu i odejściu do Pana św. Sykstusa II, zachowałeś bardzo trzeźwy osąd sytuacji i pieniądze kościelne, których zarządzanie Tobie powierzono, wszystkie rozdałeś pomiędzy ubogich. Była to dobra lokata i wspaniałe świadectwo, kiedy sądzony wskazałeś tychże ubogich mówiąc: Oto są skarby Kościoła. Wypraszaj nam współczesnym członkom tegoż Kościoła posiadanie takiego konta zysków. Ty nie umiłowałeś tego życia i bogactw, ale wszystko widziałeś w perspektywie życia wiecznego. Żyłeś wezwaniem Chrystusa, idąc za Nim wiernie jak mąż sprawiedliy, który obdarza ubogich. Na koniec umiałeś z godnością oddać ducha Panu, któremu przez całe życie służyłeś. Dziękujemy dobremu Bogu za światło Twojego przykładu. Jak silny musiał być ogień miłości ku Chrystusowi w Tobie, skoro gasił żar ognia naturalnego. Prosimy, wspieraj nas swoim wsawiennictwem w walce z mocami ciemności. Amen.

Licznik

7058912
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W poprzenim tygodniu
W tym miesiącu
W poprzenim miesiącu
Wszystkie
323
9253
48341
6946444
203869
332026
7058912

Twoje IP: 54.156.78.4
Czas: 2017-07-22 00:49:44